06.09.2010.
 
 
AKTUALNOŚCI
Aktualności parafialne
Wydarzenia - archiwum
Ogłoszenia duszpasterskie
Sakramenty
Zdjęcia z wydarzeń
Kamerka
PARAFIA
Kapłani
Grupy duszpasterskie
Historia parafii
Świątynia
Kapituła Kolegiacka
Budynek Kolegium
Warto przeczytać
Gazeta parafialna
Biblioteka
Strony internetowe
Czytelnia
Troska o życie
Bądźmy świadkami miłości

adres:

Parafia
Rzymsko-Katolicka
p.w. Przemienienia
Pańskiego
36-200 Brzozów
ul. Pl.Grunwaldzki 2

NIP: 686-15-19-818
REGON: 040038951

Numer konta bankowego:
PEKAO S.A. I/O Brzozów 24124023241111000033147031

tel.                (013...       

Ks. Bogdan
każdy poniedziałek od 21:00 do 23:00

Ks. Paweł Pelc
każdy piątek od 21:00 do 23:00

 
Bądźmy świadkami miłości Drukuj Wyślij znajomemu
Redaktor: kryjo   
25.08.2010.




 

 Program duszpasterski na lata 2009/10

Bądźmy świadkami Miłości

Z ks. Bogusławem Wolańskim rozmawia Monika Łukaszów        

Edycja legnicka 45/2009

Monika Łukaszów:

– Czym dla Kościoła w Polsce jest program  duszpasterski i jakie znaczenie ma hasło tego roku duszpasterskiego?

Ks. Bogusław Wolański:

– Kościół zawsze stara się działać mądrze, by od początku do końca wypełniać wolę Pana Boga.
Nieraz to działanie wydaje się bardzo powolne, ale lepiej tak, niż uczynić coś pochopnie i później borykać się z niepotrzebnymi problemami. Działanie mądre, to działanie zaplanowane. Trzeba umieć spojrzeć perspektywicznie, i zadać sobie pytanie: czy chcemy osiągnąć coś w kolejnych pięciu, trzech latach, czy w ciągu jednego roku? To pytanie jest inspiracją do tego, by stworzyć plan naszego działania. Działanie Kościoła ma o wiele większe znaczenie, niż wszelkie inne, bowiem ma pomóc wiernym osiągnąć cel ostateczny – Królestwo niebieskie.
Program duszpasterski jest planem działania, wymodlonym i przemyślanym. Jest on dany Kościołowi przez Episkopat, czyli przez Pasterzy, którzy mają szczególny charyzmat, by prowadzić lud Boży, prowadzić mądrze według założonego planu. Dlatego istotne jest, by we wspólnotach parafialnych trzymać się tego planu podczas podejmowania działań pastoralnych w danym roku.
Jest to gwarancja tego, że idziemy, jako Kościół w Polsce wspólną drogą i wiemy, co w naszej posłudze chcemy osiągnąć.
Hasło obecnego roku duszpasterskiego brzmi: „Bądźmy świadkami Miłości”. Jest to ostatni etap pięcioletniego planu, który nosi tytuł „Kościół niosący Ewangelię nadziei”. Cały plan został zbudowany w oparciu o adhortację posynodalną Jana Pawła II „Ecclesia in Europa”. Jego poszczególne etapy prowadziły nas do momentu, kiedy oczekiwane jest od nas złożenie świadectwa miłości Chrystusowi. Najpierw mieliśmy zauważyć bliźniego i dać nadzieję ubogim. Następnie przypatrywaliśmy się swojemu powołaniu, by potem prawdziwie stać się uczniem Chrystusa.
Uczeń Chrystusa stoi po stronie życia, dlatego w obecnym roku staramy się je w różny sposób otoczyć troską. Na koniec, jako uczniowie Pana, stojący po stronie życia, widzący ubogich, znających swoje powołanie chcemy dać Mu świadectwo, jako Miłości.

– Na co jest kładziony szczególny akcent w tym roku duszpasterskim?

– W ostatnim roku planu pięcioletniego jesteśmy wezwani do złożenia świadectwa Miłości. Ciągle musimy się tego uczyć, wypraszać sobie łaskę odwagi. Dlatego szczególny akcent kładziemy na adorację Najświętszego Sakramentu. Dlaczego?
Trwając w milczeniu przed Chrystusem we wspólnotach parafialnych chcemy właśnie od Niego, od Miłości zaczerpnąć siłę do składania świadectwa. Człowiek jest bardzo nędzny, a przez to także tchórzliwy. Sam z siebie niewiele uczyni, a może nawet i nic. Ale gdy będzie pokornie prosił Pana ukrytego w Najświętszym Sakramencie o łaskę odwagi, może dokonać cudów.
Dlatego tu upatrujemy klucz naszego działania. Bardzo mocno na tę formę pobożności zwracał uwagę Jan Paweł II i zwraca obecnie Benedykt XVI. Św. Alfons Maria Liguorii napisał, że „wśród różnych praktyk pobożnych adoracja Jezusa sakramentalnego jest pierwsza po sakramentach, najbardziej miła Bogu i najbardziej pożyteczna dla nas”. Wsłuchując się w te słowa i zapatrując w życie św. Jana Marii Vianneya, chcemy rozbudzić pobożność eucharystyczną w naszej diecezji. Chcemy, by na nowo w naszej diecezji odprawiana był wieczysta adoracja w poszczególnych parafiach, wg ustalonego w kalendarzu liturgicznym porządku.
Wyraźnie jest zaznaczone przy poszczególnych dniach, która parafia, w jakim dniu trwa przy Najświętszym Sakramencie. Pragniemy również, co jest zwłaszcza związane z Wielkim Postem, wprowadzić na nowo odprawianie Nabożeństw Czterdziestogodzinnych. W Sanktuarium św. Jacka w Legnicy powstało Bractwo Adoracyjne. Jest to inicjatywa godna naśladowania, dlatego mamy w programie zawarty status Bractwa. Warto, by ono istniało w wielu parafiach naszej diecezji, co zapewne przez pokolenia będzie owocowało zaszczepieniem tej pięknej modlitwy. To fundamentalny element naszego programu.
Oprócz tego mamy plan pracy z młodzieżą, z prezbiterami z racji Roku Kapłańskiego, kibicami sportowymi (w perspektywie EURO 2012), a także proponujemy inicjatywy pielgrzymie z racji Roku św. Jakuba. Jest z czego wybierać i wiele można uczynić. Chcemy również program mocno powiązać z liturgią i katechezą.

– Do kogo jest on skierowany?

– Do wszystkich wspólnot naszej diecezji. Przypomnę, że po raz drugi podjęliśmy się adaptacji programu ogólnopolskiego do warunków naszej diecezji. Przy planowaniu bierzemy pod uwagę, jakimi zasobami ludzkimi dysponujemy, przypatrujemy się, które duszpasterstwa specjalne lub specjalistyczne mogą wziąć odpowiedzialność za realizację poszczególnych etapów. To pozwala nam, by program był dostosowany do specyfiki naszej diecezji. Dlatego jest on do wykorzystania we wszystkich wspólnotach. I co ważne? Zawsze to powtarzam na spotkaniach. Nie wszystko musi być zrobione wszędzie. Każdy ksiądz proboszcz wraz z radą parafialną ma prawo dostosować program do specyfiki swojej parafii.

– Jak wprowadzić ten program w życie diecezji?

– Mamy już opracowany plan działania, by zaistniał w świadomości diecezjan, duchownych i świeckich. Gdy program jest już zaakceptowany przez biskupa diecezjalnego, a także, gdy już o nim wypowiedziała się Diecezjalna Rada Duszpasterska, wydajemy drukiem teczkę pomocy do zrealizowania go. Te materiały trafiają do parafii. Jest czas, by je przejrzeć, poczynić plany. Jako pracownicy Wydziału Duszpasterskiego odbywamy spotkanie z duchowieństwem w sześciu rejonach naszej diecezji, wyjaśniając główne tematy i założenia programu. Pracujemy w małych grupach, bo to przynosi lepsze efekty i jest możliwość dyskusji. Następnie spotykamy się w Legnicy ze świeckimi przedstawicielami Rad Parafialnych z całej diecezji. Chcemy, by ludzie świeccy również zachwycili się tymi propozycjami i pomogli księżom w ich realizacji. Jestem również zapraszany na różne spotkania, by promować program. Już byłem na spotkaniu z przedstawicielami z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży całej diecezji. Zaprasza mnie Akcja Katolicka. Przede mną również spotkanie z Diecezjalną Radą Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich. Zapraszają mnie również księżą do parafii, bym na ten temat mówił podczas niedzielnych kazań. To wszystko pobudza do działania. To działanie jest oparte na modlitwie. Inaczej nie miałoby ono sensu. Zanim w ogóle rozpoczynam myśleć o programie i gdziekolwiek pojadę, najpierw wszystko staram się wyklęczeć i przedyskutować z oczekującym nas w niebie Panem Jezusem. Bez tego program na pewno nie wszedłby w życie.

 

 

 

20. rocznica powrotu katechezy do szkół

Abp Józef Michalik

źródło:   Niedziela 34/2010


 
20. rocznica powrotu katechezy do szkół


Problemem współczesnej katechizacji nie jest jej miejsce, to znaczy szkoła. Problemem jest przywrócenie wewnętrznej mocy polskiej rodzinie, powszechne pogłębienie wiary

 

W dniu 3 sierpnia minęła 20. rocznica podjęcia decyzji o powrocie katechezy do szkół. Wakacyjne klimaty pewnie nie sprzyjają rocznicy, tym bardziej wypada powiedzieć kilka słów na ten temat.

Kościół po latach odmawiania mu prawa do obecności w życiu publicznym, a już szczególnie eliminowany z miejsc kształcenia młodzieży i dzieci, wypracował, i to z niemałym trudem, przy sprzeciwie komunistów swój sposób przekazywania orędzia Ewangelii przez wybudowane salki katechetyczne. Dwadzieścia lat temu funkcjonowały one już na pewnym poziomie. Jednakże w dużych aglomeracjach miejskich, gdzie nasycenie szkół było duże, „technicznie” niemożliwe było objęcie katechizacją wszystkich. Brakowało godzin po lekcjach, a i siły księży też nie były niewyczerpane.

Kiedy otworzyła się możliwość powrotu katechezy do szkół, podczas Konferencji Biskupów analizowaliśmy także sytuację katechezy w czasach przedwojennych, gdy była ona obowiązkowa i w szkołach. Nieocenione wskazówki wniósł w tej kwestii bp Albin Małysiak, który wyliczeniami statystycznymi uzasadniał szanse i możliwości objęcia młodzieży formacją religijną. Dla pełni obrazu warto powiedzieć, że temat wracał w czasie spotkań z Ojcem Świętym. Chodziło o propozycję referendum, gdyż taki pomysł również się w tym czasie pojawił. Ojciec Święty myśl tę uciął krótkim stwierdzeniem, że przecież metryka chrzcielna jest najdobitniejszą formą referendum. Każdy ochrzczony ma obowiązek pogłębiania wiary, a jedną z dróg jest katecheza.

Katecheza wreszcie wróciła do szkoły, mimo iż władze odmówiły wynagradzania katechetów. Decyzja biskupów była jednoznaczna – istotną sprawą jest kontakt z młodzieżą, formacja wiary i dlatego księża będą katechizować bez wynagrodzenia. Wiedzieliśmy, że wybieg ówczesnych władz jest celowy, ale nie chcieliśmy sprawy zaogniać. Po wyciszeniu fali agresji, w których dominowała znana i dziś liberalna gazeta, katechetom – zgodnie z kodeksem pracy – przyznano prawo do wynagrodzenia. Dziś nie kwestionuje się już prawnych aspektów obecności katechezy w szkole, pojawiają się natomiast głosy obwiniające kryzys wiary, przejawiający się zanikiem obecności ludzi młodych w kościołach, właśnie powrotem katechezy do szkół. Głosy te słychać niekiedy także z kręgów duchownych.

Zapomina się nagle o realnym kryzysie rodziny oraz o wielkim spustoszeniu czasów komunizmu, a także o wielkich wysiłkach współczesnych środowisk neoliberalnych, podejmujących wyrafinowane środki niszczenia religijności i wiary. Uznawana za religijność przekora młodego pokolenia czasów komunistycznych uśpiła środowiska rodzinne, które zdyspensowały się od rodzinnej katechizacji i wspólnej codziennej modlitwy. Niewykorzystana została w pełni trwająca sporo lat tendencja poszukiwania wspólnoty, jako miejsca odnajdywania swojej chrześcijańskiej tożsamości. Ostatnia publikacja wszystkich tomów „Dzienników” Marii Dąbrowskiej jasno pokazuje ten mechanizm zepchnięcia religii do podziemia. W domach ludzi władzy, kultury itp. zaledwie szeptem mówiono o Bogu, Kościele. Owszem, z lękiem wypowiadano słowa o strasznych latach stalinizmu, ale jednocześnie jawnie uczestniczono w manifestacjach promujących komunizm, wychwalano ateistyczny establishment, a nawet kłócono się o pominięcie niektórych w zaproszeniach na te masówki. Zatem kiedy i gdzie miała wychować się elita religijna?

Problemem współczesnej katechizacji nie jest jej miejsce, to znaczy szkoła. Problemem jest przywrócenie wewnętrznej mocy polskiej rodzinie, powszechne pogłębienie wiary, czytelnictwo prasy religijnej itd. I tu jest wielkie wołanie o kapłańską i apostolską gorliwość chrześcijan, oraz o pomysłowość w odbudowaniu atmosfery entuzjazmu wobec katechezy w szkole. Nie wiem, skąd dawniej katecheci brali środki i czas na poświęcenie się dzieciom i młodzieży po lekcjach, mimo że katechizowali po 30-35 godzin tygodniowo!

Ważnym warunkiem skutecznej formacji jest katecheza rodzinna, a w niej – w moim odczuciu – pierwszym krokiem jest zaufanie do wysiłków katechetów. Jeśli jedynym wysiłkiem rodziców dzieci pierwszokomunijnych jest często wykłócanie się o liczbę kamer i kosztów dekoracji, to należy bardzo się bać o dalszy los religijnej formacji. Kilka lat temu w jednej ze znanych mi parafii po dziewięciu miesiącach od I Komunii św. ksiądz katecheta rozdawał dyplomiki dla dzieci, które odprawiły 9 pierwszych piątków miesiąca. Na blisko 70 dzieci przywilej ten wypełniło raptem 6. Potem jest już tylko gorzej. Dzieci zaniedbane w modlitwie, bez wspólnego uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii, wchodząc w trudny okres czasów gimnazjalnych, duchowo pustoszeją i stają się rzeczywiście wielkim pytaniem i wielkim niepokojem dla swoich katechetów. Przy tej okazji trzeba też powiedzieć, że powrót katechezy do szkół świadczył o „normalnieniu” relacji Kościół – szkoła i o rozbiciu myślowego „getta” w sprawach relacji wiara – rozum, czego we współczesnej kulturze pominąć się nie da.

Kończąc tę refleksję, pragnę podziękować wszystkim, dzięki którym katecheza wróciła do szkół i wszystkim aktualnym katechetom. Odpowiadam też na postawione mi kiedyś pytanie: Tak, jestem głęboko przeświadczony, że gdyby katecheza była dzisiaj przy parafiach, frekwencja dzieci i młodzieży w kościołach wcale nie byłaby większa, a nie wiem, czy w niektórych okręgach Polski nawet mniejsza.

 

 

 

 

Matka Boska Częstochowska

 

 Ikona Matki Boskiej Częstochowskiej

 

 

Jasna Góra (łac. Clarus Mons) - zespół klasztorny zakonu Paulinów w Częstochowie. Jest jednym z najważniejszych miejsc kultu maryjnego w tej części Europy. Na Jasnej Górze znajduje się obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, który od XV wieku jest w katolicyzmie, szczególnie polskim, otaczany czcią i uważa się, że ma cudowną moc. Szczególne znaczenie to miejsce ma dla Polaków, z racji postrzegania Matki Boskiej Częstochowskiej, jako Królowej Polski (od 1 kwietnia 1656 roku, gdy Jan Kazimierz złożył Śluby Królewskie).

Historia

Początki istnienia klasztoru sięgają roku 1382, kiedy to książę Władysław Opolczyk sprowadził Paulinów z Węgier do dawnego kościoła parafialnego na mocy dekretu książęcego z 9 sierpnia tego samego roku oraz dokonał fundacji klasztoru.
Nazwa Jasna Góra została nadana klasztorowi przez węgierskich paulinów na pamiątkę macierzystego klasztoru św. Wawrzyńca na Jasnej Górze w Budzie.
Dwa lata później na Jasną Górę sprowadzono z Rusi obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus (wg najstarszych przekazów namalowanego przez św. Łukasza Ewangelistę na desce stołu, na którym jadła Najświętsza Rodzina).
W niedługim czasie klasztor zyskał rozgłos, zarówno wśród pielgrzymów, jak i wśród grabieżców. W wyniku rozbójniczego najazdu, 14 kwietnia 1430 roku, obraz Czarnej Madonny został uszkodzony i ograbiony. Prace renowacyjne przeprowadzono w Krakowie w latach 1430-1434. Ponowny wzrost ruchu pielgrzymkowego wymusił budowę gotyckiej kaplicy NMP o trzech szerokich nawach trwającą do roku 1644. Budowa fortyfikacji (murów obronnych) trwała z przerwami od roku 1620 przez 28 lat.
W czasie potopu szwedzkiego wojska szwedzkie, w sile około 3000 żołnierzy, podjęli próbę opanowania klasztoru i sanktuarium już od 8 listopada. Były to jednak próby nieudane, co skłoniło Szwedów do rozpoczęcia oblężenia (trwającego od 18 listopada 1655 aż do nocy z 26 na 27 grudnia). Siły polskie były nieporównywalnie mniejsze w stosunku do żołnierzy szwedzkich. Liczyły one 170 żołnierzy, 20 szlachciców i 70 zakonników. Odzwierciedla to pogardliwe określenie gen. Burcharda von Müllera (dowódcy Szwedów) nazywające tę twierdzę "kurnikiem". Zwycięstwo w tej bitwie odnieśli rycerze broniący klasztoru (250 ludzi, z czego blisko 30% tej grupy to zakonnicy) pod dowództwem o. Augustyna Kordeckiego. Oblężenie Jasnej Góry nie miało większego wpływu na przebieg potopu szwedzkiego, lecz w kwestii moralno-religijnej jest nie do przecenienia.
1 kwietnia 1656 roku król Jan Kazimierz, jak wspomniano we wstępie, złożył w lwowskiej katedrze Śluby Królewskie, obierając Matkę Boską Częstochowską za patronkę i Królową Polski. W sierpniu roku 1665 pod murami Jasnej Góry miała miejsce bitwa wojsk Jana Kazimierza z rokoszanami Jerzego Lubomirskiego (starosty olsztyńskiego), która okazała się zwycięska dla jednostek króla. Paulini z Jasnej Góry w czasie tej bitwy zamknęli bramy, aby uniknąć angażowania się w konflikt zbrojny między dwoma dobrodziejami klasztoru. Przez następne lata, do roku 1770 Jasna Góra nie była mieszana w żadne działania zbrojne. W czasie tym, jednak, miało miejsce wydarzenie zasługujące na miano epokowego. Na mocy aktu papieża Klemensa XI z roku 1716 rok później bp. Krzysztof Szembek dokonał 8 września 1716 roku koronacji jasnogórskiego obrazu. Była to pierwsza taka ceremonia, która odbyła się poza Rzymem. Jak podają historycy w uroczystościuczestniczyło 200 tys. wiernych.
W okresie od 10 września 1770 r. do 9 stycznia 1771 r. członkowie konfederacji barskiej pod wodzą Kazimierza Pułaskiego skutecznie bronili klasztoru przed wojskami rosyjskimi. Jednak, gdy w sierpniu 1772 roku konfederacja upadła król Stanisław Poniatowski ogłosił
kapitulację Jasnej Góry i oddał ją w ręce Rosjan. Okres pod rządami rosyjskimi nie był najlepszy dla klasztoru: ograniczano ilość zakonników, dobra ziemskie, a sanktuarium było grabione. Na przykład we wrześniu 1909 roku barbarzyńsko skradziono sukienkę Obrazu i korony papieskie. Rok później, 22 maja, odbyła się ponowna koronacja tzw. milenijnymi koronami, które były przesłane przez papieża Piusa X. I wojna światowa ominęła Jasną Górę. Dwudziestolecie międzywojenne były okresem pewnych reform w samym klasztorze i odnowienia obrania NMP Królową Polski (1920).
W czasie II wojny światowej część pomieszczeń twierdzy były okupowane przez hitlerowskie wojska (od 3 września 1939 roku do 16 stycznia 1945), a sami zakonnicy byli kontrolowani. Ograniczono między innymi zbiorowe pielgrzymki. Jasna Góra w tym czasie stała się schronieniem dla partyzantów, a także Żydów. Był to także okres obrazy kultu i czci, jakim darzono Obraz i Matkę Boską Częstochowską przez nazistów.
26 sierpnia 1956 r przy udziale około 1 000 000 wiernych złożono Jasnogórskie Śluby Narodu zredagowane przez prymasa Stefana Wyszyńskiego oraz modlono się o jego uwolnienie z więzienia. 3 maja 1966 odbyły się centralne uroczystości religijne millenium chrztu Polski.
Papież Jan Paweł II odwiedził Jasną Górę sześciokrotnie: w latach 1979, 1983, 1987, 1991 (podczas VI Światowych Dni Młodzieży), 1997 i 1999.

Jasna Góra dziś

Wchodząc na teren zespołu klasztornego przechodzimy pod czterema bramami, tj. kolejno: Lubomirskich (z łacińskim napisem nad wejściem Sub tuum praesidium), Matki Boskiej Królowej Polski (zwaną dawniej bramą Stanisława Augusta Poniatowskiego), Matki Boskiej Bolesnej, Jagiellońskiej (zw. bramą wałową). Trafiamy tak na dziedziniec główny.
Pomnik Jana Pawła II, 7 kwietnia
2005Podążając schodami znajdującymi się po wschodniej (patrząc na wieżę: prawej) stronie w dół dostaniemy się do ukończonego w 1927 roku wieczernika powstałego na miejscu dawnego cmentarza.
Wchodząc schodami do góry znajdziemy się na wałach, gdzie zobaczyć można (kolejno z zachodu na wschód):

    * czternaście odlanych z brązu Stacji Drogi Krzyżowej

      Na Jasnej Górze znajduje się jeszcze kilka miejsc, w których odnaleźć można rzeźby lub obrazy przedstawiające Drogę Krzyżową  np. malarstwo Jerzego Dudy-Gracza (Golgota Jasnogórska - Strona nt. wystawy) znajdujące się na górnej kondygnacji wejściowej części kaplicy Matki Bożej lub współczesne rzeźby na jasnogórskich błoniach (na zdjęciu
    ).

    * bramę im. Jana Pawła II (do 1987 r. zwana bramą wjazdową) znajdującą się pomiędzy V, a VI stacją.
    * pomnik papieża Jana Pawła II.
    * idąc wałem wschodnim pod przejściem znajdującym się pod ołtarzem na szczycie trafić możemy do skarbca (gdzie zobaczyć można bogato zdobione naczynia i szaty liturgiczne, a także przedmioty o wartości uczuciowej - np. dary jeńców obozów koncentracyjnych), pod pomnik o. Augustyna Kordeckiego lub schodami w dół na dziedziniec główny.

Wchodząc w pierwsze drzwi po prawej stronie dostaniemy się do kruchty prowadzącej do XVIII-wiecznej Kaplicy Św. Antoniego (na wprost) i Bazyliki (na prawo). Bazylika pod wezwaniem Krzyża Świętego i Matki Boskiej Częstochowskiej jest jedną z najcenniejszych polskich budowli sakralnych z racji tego, że już w 1906 roku otrzymała od Stolicy Apostolskiej tytuł i przywileje bazyliki mniejszej. Wchodząc do Bazyliki uwagę przykuwają zabytkowe ławki w XVIII-wiecznej kruchcie. Idąc dalej, przechodząc pod chór warto zwrócić uwagę na organy z 1956 roku. Ołtarz główny stworzony w latach 1725 - 1728 przedstawia wniebowzięcie NMP, a po jego prawej stronie (patrząc na ołtarz) znajduje się tron biskupi.
W Kaplicy Cudownego Obrazu (Kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej) za kratą z 1644 roku, w centralnym miejscu ołtarza (znajdującego się w gotyckim prezbiterium), znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej o powierzchni niewiele ponad 1 m2. Do ścian kaplicy przytwierdzone są dary wiernych (np. kule rehabilitacyjne), jako forma podziękowania Matce Boskiej za wyzdrowienie lub pomoc. Przy samym Obrazie (po jego prawej stronie) eksponowane są dary wotywne Jana Pawła II, tj. złota róża i złoty różaniec. Według wiernych Kaplica jest miejscem szczególnym. Do Kaplicy można wejść idąc w kierunku północnym (za wejściem na wieżę) z dziedzińca głównego lub odchodząc w lewo w Bazylice (tak jak do zakrystii).
Miejscami często odwiedzanymi na Jasnej Górze są, poza wspomnianymi powyżej, są:

    * Arsenał
    * Kaplica Pamięci
      Narodu
    * Kaplice rodowe
    * Muzeum 600-lecia
    * Sala Maryjna
    * Sala Rycerska

źródło:  http://www.zgapa.pl/zgapedia/Matka_Boska_Cz%C4%99stochowska.html

 

 

Tajemnica Ikony Jasnogórskiej

   Zasadniczą myślą wprowadzającą nas w klimat sztuki bizantyjskiej jest uczestniczenie w świętości i obecności Boga. Świętość jest wtargnięciem odrębności Absolutu w ten świat. Tylko Bóg jest Święty. To, co wśród różnych elementów tego świata jest święte i sakralne, nie jest takim przez swą naturę, lecz zawsze przez uczestnictwo.


   Sztuka sakralna umożliwia nam to uczestnictwo za pośrednictwem znaków. Przyjmując wśród znaków odróżnienie naturalnego, ikonicznego i symbolicznego, jako ikoniczny rozumiemy znak – obraz, który oddziaływuje przez swoje zewnętrzne podobieństwo do rzeczy oznaczanej. Jeżeli zaś przez teologię rozumiemy refleksję nad Objawieniem, wtedy ikona jest jednym ze sposobów uzewnętrznienia tej refleksji i znakiem wiary w tajemnice częściowo nam udostępnione przez Objawienie. Podkreślić tu trzeba zastrzeżenie częściowo, gdyż do istoty wszelkiego znaku należy to, iż musi się różnić od rzeczy oznaczanej, a w znaku – ikonie szczególnie chodzi o zwrócenie myśli ku temu, co ukryte, a więc, co niewyrażalne.

   Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej nosi cechy ikony bizantyjskiej i czczony jest w Polsce w tak powszechny sposób, że stał się jednym z głównych symbolów religijności tego kraju. Podobnie jak historia Polski, tak i on zawiera w sobie tajemnicę współistnienia i współżycia elementów chrześcijaństwa Wschodu i Zachodu. Splata ich rzeczywistości ujawnione i zrozumiałe, a zarazem nieodgadnione i tajemnicze. Tym bardziej ważną jest rzeczą podjąć refleksję nad wewnętrzną wymową treści, które w owych pradziejach sprawiły, że Polska, która przecież przyjęła chrzest i obrządek z ręki Kościoła Zachodniego, w swojej religijności potrafiła jednocześnie związać się sercem z wielkim darem chrześcijaństwa wschodniego, jakim jest dla niej Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Taka refleksja winna ułatwić odczytanie kontemplatywnych elementów Obrazu i uprzystępnić głębsze wniknięcie w tajemnicę powszechnego kultu Matki Boga-Człowieka, a zarazem przybliżyć współczynniki ekumeniczne i egzystencjalne tegoż kultu.

   Sobór Nicejski II nie poprzestaje na stwierdzeniu dopuszczalności wizerunków, ale stara się ukazać ich przydatność dla chrześcijańskiego kultu: Im częściej bowiem [wierni] spoglądają na ich obrazowe przedstawienie, tym bardziej także się zachęcają do wspominania i umiłowania pierwowzorów, do oddawania im czci i pokłonu. Wskazania te odnoszą się w szczególny sposób do kultu Maryi. Obrazy, ikony i figury Matki Bożej, znajdujące się w domach, miejscach publicznych, w niezliczonych kościołach i kaplicach, pomagają wiernym odczuwać Jej nieustanną obecność i wzywać Jej miłościwej opieki w różnych okolicznościach życia. Nadając konkretny i niejako widzialny wymiar macierzyńskiej dobroci Maryi, zachęcają wiernych, by zwracali się do Niej, modlili się do Niej z ufnością i naśladowali Jej wielkoduszne posłuszeństwo woli Bożej .
Żaden ze znanych wizerunków nie przedstawia autentycznego oblicza Maryi, co przyznawał już św. Augustyn ; niemniej pomagają nam one nawiązać żywsze relacje z Matką Bożą. Dlatego zasługuje na poparcie zwyczaj umieszczania Jej wizerunków w miejscach kultu i w innych budynkach, aby przypominały o Jej pomocy w trudnościach, wzywały do świętości i wierności Bogu.

   Sobór Watykański II wzywa jednak teologów i kaznodziejów, aby wystrzegali się zarówno przesady, jak i minimalizmu w przedstawianiu szczególnej godności Matki Bożej. Następnie dodaje: Studiując pilnie pod przewodem Urzędu Nauczycielskiego Pismo Święte, Ojców i Doktorów oraz liturgie Kościoła, niechaj we właściwy sposób wyjaśniają dary i przywileje Błogosławionej Dziewicy, które zawsze odnoszą się do Chrystusa, źródła wszelkiej prawdy, świętości i pobożności. Gwarancją autentyczności doktryny maryjnej jest wierność Pismu Świętemu i Tradycji, a także tekstom liturgicznym i Magisterium. Jej nieodzownym elementem jest odniesienie do Chrystusa: w Maryi, bowiem wszystko pochodzi od Chrystusa i ku Niemu jest skierowane.

   Światło jasnogórskie jest nie tylko elementem pewnej rozpowszechnionej symboliki. Jest również pewną cząstka ewangelii i wypływająca z niej teologia cudownego obrazu. Pielgrzymi nawiedzają je nie tylko z miłości do dzieł sztuki czy obrazowej lekcji historii. Oni zwłaszcza (szczególnie ci piesi) wędrują na tę Górę po światło, które chcą ponieść w życie, po wiarę i moc do spełnienia powinności, po prawdę. Piękno, które stąd emanuje, a przede wszystkim prawda, która tu tryska i duchowa energia, której się tu doświadcza, stanowią jedynie fragmenty ewangelii jasnogórskiej. A tu głosi się ewangelię obecności macierzyńskiej Maryi w dziejach Kościoła i Narodu. Podstawą, którą należy odczytać można ująć w zdaniu: trzeba chronić, zachować, powiększyć promieniującą moc Maryi.

   Także Ojciec Święty Jan Paweł II ukazuje wieloaspektową aktywną obecność Maryi w Tajemnicy Chrystusa i Kościoła, a także Narodu, ujawniająca się w przestrzeni Jasnogórskiego sanktuarium. Przewodnią wypowiedzią papieża jest homilia wygłoszona na Jasnej Górze (19 czerwca 1983 r.) podczas Mszy świętej na Jubileusz 600-lecia. W niej Jan Paweł II odczytuje przedziwną tajemnicę Jasnogórskiego sanktuarium w świetle tekstów liturgicznych z Mszy świętej o Matce Bożej Jasnogórskiej (26 sierpnia). Jako fundamentalną w tym względzie wskazuje na Ewangelię św. Jana o godach w Kanie Galilejskiej (J 2, 1-11). Zwraca uwagę na fakt zaproszenia Matki Jezusa na zaślubiny oraz Jezusa z Jego uczniami. Od 1382-1983 roku tamta biblijna rzeczywistość zapraszania aktualizuje się w naszych dziejach poprzez Obraz Jasnogórski, który przynosi z sobą nowy znak obecności Matki Jezusa. Rzec można, że i sam Jezus zostaje w nowy sposób zaproszony w nasze dzieje. Zostaje zaproszony, aby synowie i córki polskiej ziemi znajdowali się w zasięgu zbawczej mocy Odkupiciela świata . Żeby pielgrzymi mogli doświadczyć tej mocy zbawczej, Maryja podobnie jak w Kanie Galilejskiej, mówi: zróbcie wszystko, cokolwiek powie wam. W ten sposób Maryja pełni niejako posługę ewangelizacyjną na Jasnej Górze – Maryja w Kanie Galilejskiej współpracuje ze swoim Synem. To samo dzieje się na Jasnej Górze.

   Ewangelizacja jest więc zakorzeniona w misterium Sanktuarium Jasnogórskiego. Jan Paweł II podkreśla: na tej drodze Jasna Góra staje się szczególnym miejscem ewangelizacji. W tym Sanktuarium ewangelizacja posiada wymiar maryjny i dzięki temu Słowo Dobrej Nowiny uzyskuje tutaj jakąś wyjątkową wyrazistość, a równocześnie zostaje jakoby zapośredniczone przez Matkę. Tak więc sanktuarium maryjne nie jest miejscem zwyczajnej ewangelizacji, ale ma ono swoją maryjna specyfikę, naznaczoną macierzyńskim pośrednictwem Maryi, o którym najpełniej naucza Jan Paweł II w encyklice Redemptoris Mater, tak obficie cytowanej w tej pracy. Ojciec Święty odczytując treść Jasnogórskiej ewangelizacji, stawia pytanie – a co nam mówi Chrystus? – i zwraca uwagę Czy nie przede wszystkim to, co znajdujemy w tak jędrnym streszczeniu w Liście św. Pawła do Galatów? Jan Paweł II przytacza fragment Wielkiej Karty Wolności św. Pawła (Ga 4, 4-7) i komentuje: To mówi nam Chrystus z pokolenia na pokolenie. Mówi poprzez wszystko, co czyni i czego naucza, mówi przede wszystkim przez to, Kim jest. Jest Synem Bożym – i przychodzi nam dawać przybrane synostwo. Otrzymując w mocy Ducha Świętego godność Synów Bożych, w mocy tego Ducha możemy mówić do Boga: Ojcze.

   Konsekwencją udziału w przybranym synostwie Bożym jest dziedzictwo wolności, która wyklucza stan bycia niewolnikiem. Chrystus obecny wraz ze Swą Matką w polskiej Kanie stawia przed nami z pokolenia na pokolenie wielką sprawę wolności. Wolność jest dana człowiekowi od Boga jako miara jego godności, wezwanie do życia w wolności, do czynienia dobrego użytku z wolności, do budowania, a nie do niszczenia. Odpowiedź na ten dar dokonuje się na płaszczyźnie wiary – w nawróceniu religijnym i życiu moralnym w duchu Ewangelii. Stąd też Jasna Góra, wraz z Cudownym Wizerunkiem jest miejscem odzyskiwania prawdziwej godności przybranych synów Bożych przez sakrament pojednania .

   Podstawą wszystkich przywilejów Maryi jest Jej Boskie Macierzyństwo. Dlatego każda ikona z Wyobrażeniem Maryi w sposób jasny i czytelny przybliża tę prawdę, ukazując Jezusa w ramionach Matki, gdyż dary i przywileje Błogosławionej Dziewicy […] zawsze odnoszą się do Chrystusa . Nie można oddzielać Matki od Syna. Rozumieli to dobrze święci malarze ikon, którzy wiedzieli, ze swym dziełem przedstawiają tajemnice wiary w oparciu o fundamentalne prawdy nauczane przez Kościół Toteż ich obrazy stanowią zwartą, jednolitą kompozycję. Jasnogórski Obraz jest taką zwartą jednością kompozycyjną opartą na kryteriach biblijno-kościelnych. Oblicze Matki Boskiej Jasnogórskiej mobilizuje do modlitwy, pobudza do refleksji niezależnie od tego, czy przemawia z całego bogactwa ozdób i kosztowności, czy też wota z Wizerunku niepopularnego, czyli bez koron i wotywnych sukienek. Twarz ta pełna smutku i dostojna powagą, która nie odstrasza, przenosi człowieka wierzącego w inny świat wartości, chociaż nie zabiera go z tego świata. Rejestruje wszystkie napięcia ludzkie, dar i tragedię ludzkiego istnienia, człowieka wezwanego do życia poprzez tajemnicę krzyża uwielbionego mocą Zmartwychwstania Jezusa. Przypominają to cięcia na policzku Maryi.

Specyfika kultu Jasnogórskiej Hodegetrii jako świętego obrazu, O.Tomasz Wilk OSPPE

źródło:  http://www.jasnagora.pl/

 

Refleksja Maryjna

21 sierpnia


Czemu wzięta do nieba?

Jeśli Maryja była zawsze w życiu tak intymnie zjednoczona z Jezusem, nie powinno nas dziwić ani Jej wzięcie do nieba z ciałem i duszą, ani Jej zaangażowanie w niebie jako powszechnej pośredniczki wszelkich łask.
Jeśli potrzebował Jej Bóg, aby ukształtować Swoje ciało i żyć w Jej łonie przez dziewięć miesięcy, rosnąć przytulonym do Jej piersi, uczyć się chodzić trzymając się silnie Jej dłoni, uczynić pierwszy cud na Jej prośbę i mieć Ją obok siebie, kiedy umierał na krzyżu, jakże miałby Jej nie mieć w niebie?
Jeśli Maryja na ziemi zawsze czyniła wolę Boga, czyż nie będzie upodobaniem Boga czynić Jej wolę w niebie?

S. M. Iglesias

teksty pochodzą z książki: "Z Maryją na co dzień - Rozważania na wszystkie dni roku"
(C) Copyright: Wydawnictwo SALWATOR,   Kraków 2000
www.salwator.com

 

 

 Przemienienie Pańskie


źródło:  http://liturgia.wiara.pl/


Termin "Przemienienie Pańskie" nie jest adekwatny do greckiego słowa  metemorfothy, które ma o wiele głębsze znaczenie. Kiedy słowo "przemienienie"  oznacza zjawisko zewnętrzne, to słowo greckie sięga w istotę zjawiska.

Nie tylko zewnętrzne zjawisko

Zdarzenie to musieli uważać za ważne Ewangeliści, skoro jego szczegółowy opis umieścili wszyscy synoptycy: św. Mateusz, św. Marek i św. Łukasz (Mt 17,1-9; Mk 9,1-8; Łk 9,28-36). Nadto sam św. Piotr Apostoł również przekazał opis tego wydarzenia (2 P 1,16-18). Miało ono miejsce "po sześciu dniach" czy też "jakoby w osiem dni" po uroczystym wyznaniu św. Piotra w okolicach Cezarei Filipowej: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego" (Mt 16,13-20; Mk 8,27-30; Łk 9,18-21).
Podamy opis wydarzenia według relacji najdłuższej, św. Łukasza: "W jakieś osiem dni po tych mowach wziął z sobą (Jezus) Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd jego twarzy się odmienił, a jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: »Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza«. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy (tamci) weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: »To jest Syn mój Wybrany, Jego słuchajcie«. W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli" (Łk 9,28-36).
 Św. Mateusz i św. Marek do tego opisu dodają szczegóły: że góra ta była osobno i wysoka; że "twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło" (Mt 17,2; Mk 9,1). Marek wyjaśnia: "Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła" (Mk 9,2). Mateusz nadto podaje powód milczenia Apostołów: "A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: »Nie opowiadajcie nikomu o tym, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie«" (Mt 17,9). Wymowne jest wyznanie samego świętego Piotra: "I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej" (2 P 1,18).
A oto kilka dalszych wyjaśnień. Pierwszy św. Cyryl Jerozolimski (+ 387) wyraził pogląd, że ową górą świętą Przemienienia Chrystusa była Góra Tabor. Za nim to zdanie powtarza św. Hieronim (+ ok. 420) i cała tradycja. Faktycznie uważana była ona w starożytności za górę świętą. Leży ona samotnie w dolinie rzeki Ezdrelon. Wznosi się nad poziom morza 562 m. Ponieważ leży ona w depresji, więc faktycznie jej wysokość wynosi od 600 do 620 m. Ma kształt wielkiej kopy. Z jej wierzchołka roztacza się jedyny w swoim rodzaju widok na okoliczne miasta Galilei i Samarii, na Jezioro Tyberiadzkie i Jordan. Od Nazaretu jest oddalona o 35 km. Powierzchnia jej szczytu wynosi 200 na 400 m. Znajdują się tu ruiny twierdzy po Saracenach, Bazylika Przemienienia, wystawiona na nowo przez zarządzających nią franciszkanów w roku 1924 i kaplica "Zejścia z Góry". Nadto jest tu prawosławny kościół Eliasza i "Grota Melchizedecha". Pielgrzym z Piacenzy, który tu przybył w roku 570, pisze że widział bazylikę pod nazwą "Trzech namiotów". A więc już wtedy góra ta była miejscem pielgrzymek. Niejaki Arnulf pisze w roku 670 o mnichach, którzy tu zamieszkiwali. Pewien dokument z X wieku podaje, że było na Górze Tabor wtedy biskupstwo. Za czasów wojen krzyżowych przybyli tu benedyktyni i sanktuarium powiększyli i upiększyli. W roku 1263 sułtan turecki, Bibars, zdobył Tabor i zniszczył Bazylikę Przemienienia. U stóp góry znajdują się ruiny kościoła, wystawione na pamiątkę, że Chrystus na tym miejscu uwolnił chłopca od opętania.
Kiedy w roku 1964 papież Paweł VI jako pielgrzym podążył do Ziemi Świętej, przybył także na Górę Tabor. Może nas zdziwić szczegół podany, że zaraz po przybyciu na Górę Apostołowie posnęli. Nie powinno nas to dziwić. Po odbytej drodze bardzo uciążliwej (nie było wtedy dzisiejszej, pięknej drogi) musieli utrudzić się spinaczką, zwłaszcza, że wędrowali sześć dni od Gór Hermonu.
W Starym Testamencie było powszechne przekonanie, że Jahwe pokazuje się w obłoku (Wj 40,34; 1 Sm 8,11). Dlatego w czasie Przemienienia ukazuje się obłok, który okrył Chrystusa, Mojżesza i Eliasza. Głos Boży z obłoku utwierdził uczniów w przekonaniu o teofanii, czyli objawieniu się Boga. Dlatego Ewangelista stwierdza, że zlękli się bardzo.Termin "Przemienienie Pańskie" nie jest adekwatny do greckiego słowa metemorfothy, które ma o wiele głębsze znaczenie. Kiedy słowo "przemienienie" oznacza zjawisko zewnętrzne, to słowo greckie sięga w istotę zjawiska. Należałoby więc tłumaczyć, że Chrystus okazał się tym, kim jest w swojej naturze i istocie, że jest Synem Bożym.Jaki jednak był cel Przemienienia się Chrystusa Pana? Wszyscy pisarze kościelni są zgodni: Pan Jezus w drodze po raz pierwszy objawił Apostołom, że zbliża się czas Jego męki i śmierci: "Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie" (Mt 16,21). Reakcja na to ze strony uczniów była natychmiastowa: "A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: »Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie«. Jezus, odpowiedział Piotrowi na to bardzo surowo: »Zejdź mi z oczu, Szatanie! Jesteś mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym co ludzkie«" (Mt 16,22). I chociaż im jeszcze niejeden raz przypomni proroctwo o swojej męce i bliskiej śmierci, to oni tego "nie zrozumieli". Nie dziwmy się. Nie mogło im to wprost pomieścić się w głowie. A przy tym jaki byłby ich los? To był właśnie zasadniczy powód, dlaczego Chrystus Pan przemienił się na oczach Apostołów, aby w dniach próby wiara ich w Niego nie zachwiała się. Ewangelista wspomina, że o męce Pana Jezusa rozmawiali z Nim również Eliasz i Mojżesz. Zapewne uczniom Chrystusa przypomnieli wszystkie proroctwa, które zapowiadały Mesjasza jako Odkupiciela rodzaju ludzkiego. Musiało to wydarzenie mocno utkwić w pamięć świadków, skoro po wielu latach przypomni je św. Piotr w jednym ze swoich Listów (2 P 1,16-18).
Tak więc cud Przemienienia był uczyniony dla utwierdzenia wiary Apostołów w misję Zbawiciela na czas próby.

 Święto odmiany losu

Uroczystość Przemienienia Pańskiego na Wschodzie spotykamy już w VI wieku. Była ona największym świętem w ciągu lata. Jej charakter można porównać z naszą uroczystością Chrystusa Króla. W tym bowiem wydarzeniu pokazał Chrystus swoim Apostołom, że jest Synem Bożym, Panem nieba i ziemi. Na Zachodzie jako święto obowiązujące dla całego Kościoła wprowadził je papież Kalikst III z podziękowaniem Panu Bogu za odniesione zwycięstwo oręża chrześcijańskiego pod Belgradem w dniu 6 sierpnia 1456 roku. Wojskami dowodził wódz węgierski Jan Hunyadi, a tym który całą obronę i bitwę przygotował, był św. Jan Kapistran. Jednak lokalnie obchodzono to święto na Zachodzie już w VII wieku.  W Polsce święto znane jest w XI wieku. Wierni najczęściej treść tego święta rozumieją jako moc Jezusa w odmienieniu złego losu. Dlatego tak licznie, zwłaszcza w niektórych stronach nawiedzają tego dnia kościoły, aby uprosić dla siebie odmianę złego losu i ubłagać błogosławieństwo Boże. Być może, dlatego tak wiele powstało także w Polsce kościołów pod tym wezwaniem. Istniało w Polsce także wiele sanktuariów pod tym wezwaniem, np.: w Dźwierznie, Osielsku, Krasnymborze, w Małym Płocku, w Jedwabnym, Perlejewie, Piątnicy, Raciążu, Rajgrodzie, Sarnowie, Turośli, Wąsoszu.
Najczęściej spotyka się obraz-kopię wizerunku, który wyszedł spod ręki Tycjana. Lud wszakże nie tyle spieszy do cudownych obrazów, ile ze względu na samą tajemnicę Przemienienia Pańskiego, po której się spodziewa odmiany na lepsze własnych losów.
Jest prawdą, że Pan Jezus jest mocen odmienić nasz los. Ma przecież wszystko w swoim ręku. Ale prawda dzisiejsza ma jeszcze jeden, jakże radosny, eschatologiczny aspekt: Przyjdzie czas, że Pan odmieni nas wszystkich. Nawet nasze ciała w tajemnicy zmartwychwstania ciał uczyni uczestnikami swojej chwały. Dlatego święto dzisiejsze jest dniem wielkiej radości i nadziei, że nasze przebywanie na ziemi nie będzie ostateczne, że przyjdzie po nim nieprzemijająca chwała; jeśli nie stracimy wiary w Chrystusa i będziemy Mu ufali.
Ale Przemienienie Pańskie to nie tylko pamiątka dokonanego faktu. To nie tylko nadzieja także naszego zmartwychwstania i przemiany. To równocześnie nakaz rzucony przez Chrystusa, to zadanie wytyczone Jego wyznawcom. Warunkiem naszego eschatologicznego przemienienia jest stała przemiana duchowa, wewnętrzne, uparte naśladowanie Chrystusa. Ta przemiana w zarodku musi mieć podstawę na ziemi, by do pełni jej uwieńczenia mogła dojść w wieczności. W drodze ku wieczności musi być wyznawca - uczeń Pana Jezusa wyczulony na działanie Jego łaski, musi być Mu wierny: myślą, słowem i chrześcijańskim czynem.

 O tym, co Przemienienie może objawić

Ks. Grzegorz Strzelczyk


Na tle przepełnionej symbolami podniosłej sceny Przemienienia św. Piotr - zupełnie zagubiony i wspominający coś o namiotach - może irytować lub śmieszyć. Jednak poprzez tę postać przebija głęboka prawda o ludzkiej bezradności wobec Bożej tajemnicy…
Możemy spróbować wyobrazić sobie, co przeżywali towarzyszący Jezusowi owej nocy Piotr, Jan i Jakub. Oto weszli na górę, aby się modlić. Czynili tak wiele razy. I pewnie jak wiele poprzednich razy posnęli, podczas gdy sam tylko Jezus trwał na modlitwie. Jednak przebudzenie nie było już takie zwykłe: ujrzeli Jezusa o przemienionym obliczu, w lśniących szatach, a wraz z Nim Mojżesza i Eliasza. Ten widok musiał wywołać lawinę skojarzeń ze scenami ze Starego Testamentu. Zmiana wyglądu Jezusa musiała mieć związek z niezwykle intensywną obecnością Boga. A Mojżesz i Eliasz to osoby, które doświadczyły bodaj najgłębszych i najbardziej bezpośrednich spotkań z Bogiem, jakie kiedykolwiek dane było przeżyć człowiekowi - pierwszy rozmawiał z Nim ”twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem” (Wj 33,11), drugi przeżył niezwykłe doświadczenie na górze Horeb, kiedy to rozpoznał Boga po szmerze łagodnego powiewu (1 Krl 19,11nn).  Dotykając tajemnicy Apostołowie musieli sobie natychmiast uświadomić, że są świadkami takiego właśnie wydarzenia w życiu Jezusa. I nie tylko świadkami, ale jakoś i uczestnikami. A taka świadomość musiała wywołać zmieszanie… Piotr zdołał tylko zawołać: ”Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. A Łukasz Ewangelista opatrzył te słowa druzgocącym komentarzem: ”Nie wiedział bowiem, co mówi” (Łk 9,33).
Rzeczywiście, Piotr nie mógł jeszcze w pełni zdawać sobie sprawy z tego, co się działo. Jak dotąd wyglądało na to, że Jezus przeżywa intensywne doświadczenie Bożej obecności, jak kiedyś Mojżesz czy Eliasz. Ale już za chwilę miało się okazać, że chodzi o coś znacznie więcej: oto z obłoku, który osłonił Jezusa, odezwał się głos: ”To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! ” (Łk 9,35). A zatem nie chodziło tylko o zbliżenie człowieka Jezusa do Boga! Ten człowiek jest Synem Bożym, czyli Bóg jest obecny nie tyle dla Niego, ile w Nim!  Boży głos odkrył wreszcie prawdziwe znaczenie całej sceny. Oto na krótki moment została ujawniona w uchwytnych znakach tajemnica tożsamości Jezusa. Przemiana oblicza, lśniące szaty, obecność mężów Starego Testamentu, obłok i głos wskazały na to, że Jego człowieczeństwo jest miejscem Bożej obecności. Że ten, którego powszechnie uważano za syna Józefa z Nazaretu, jest w rzeczywistości Synem Najwyższego…
 Czy Apostołowie natychmiast zdali sobie sprawę z tego, jak daleko sięgają konsekwencje tajemnicy, której rąbek został przed nimi odsłonięty? Nie wiemy. Św. Łukasz zanotował tylko, że ”zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co widzieli” (Łk 9,36). W każdym razie Przemienienie dawało im szansę na nowe, głębsze zrozumienie samego Jezusa, tajemnicy Boga oraz godności człowieka.
Jeżeli w sercach uczniów czaiło się ciągle jeszcze pytanie ”kim właściwie jest Jezus”, to po Przemienieniu znajdują się znacznie bliżej odpowiedzi. To ktoś większy niż Eliasz (a więc o wiele więcej niż prorok), większy niż Mojżesz (a więc o wiele więcej niż tylko nauczyciel). To Syn Boży w najmocniejszym znaczeniu tego słowa: Bóg nie tylko jest z Nim, nie tylko działa za Jego pośrednictwem, ale jest w Nim i przez Niego. A zatem ktokolwiek zbliża się do Niego, zbliża się do Boga samego… I nawet jeśli na co dzień nie wydarza się nic z tego, co przeżyli na górze Przemienienia, to przecież On pozostaje ten sam. I obecność Boga trwa w Nim, w Nim staje się dostępna dla wszystkich, którzy spotykają Jezusa. Obraz Boga i człowieka. Odkrycie synostwa Bożego Jezusa musiało prowadzić też do bardzo poważnej zmiany w  rozumieniu samego Boga. Bóg Izraela objawiony w Starym Testamencie był mimo wszystko Bogiem dalekim. To prawda - troszczył się o swój lud, włączał się w jego życie w kluczowych momentach. Jednak chwile Jego bliskości były niezmiernie rzadkie. Na co dzień pozostawał daleki. Codzienność Izraela kształtowało bardziej nadane przez Niego prawo niż Jego obecność. Ten obraz radykalnie się zmienił wraz z przyjściem Jezusa. Oto sam Bóg w swoim Synu schodzi w środek historii, w ludzką codzienność. Dzieli z ludźmi troski i radości. Pomaga przezwyciężać zło i cierpienie. Nawet prawo czyni bardziej ludzkim. Wraz z przyjściem Jezusa Bóg, którego imienia dotąd nie wolno było wypowiadać, którego kary się obawiano i którego potęga objawiała się przez wojny i kataklizmy, ukazuje zupełnie nowe oblicze: chce, by Go nazywano Ojcem, miast gniewu ofiarowuje przebaczenie, a potęgę okazuje, pochylając się nad bezradnymi…
Raz odkrywszy obecność Boga w człowieczeństwie Jezusa, Apostołowie nie mogli już patrzeć takimi samymi oczyma na samo człowieczeństwo. Oto człowiek stał się ”przestrzenią”, ”miejscem” zamieszkania Boga! Dotąd przecież człowieczeństwo kojarzyło się bardziej z grzechem, ze złem, z tym, co nieświęte. Tylko arcykapłan mógł raz w roku wejść do miejsca w świątyni, które zamieszkiwała Boża obecność: uważano, że człowiek nie jest jej godzien. Sądzono, że człowiek, który by ujrzał Boga, musi umrzeć, bo nie jest w stanie znieść olbrzymiego kontrastu pomiędzy świętością Boga i ludzką bylejakością. Nagle w Jezusie ta niezmierzona odległość została skrócona. Przynajmniej w tym jednym przypadku człowiek stał się godzien być miejscem Bożej obecności. Zastąpił świątynię! A jeśli to było możliwe w tym jednym przypadku, to może podobne jest przeznaczenie każdego człowieka?  Nie wiemy, jak daleko Apostołowie poszli za tym pytaniem w owych dniach. Spoglądając jednak w jego kontekście na scenę Przemienienia po prawie dwóch tysiącach lat, nie sposób nie pomyśleć, że odsłoniła ona jakoś najgłębsze przeznaczenie każdego człowieka. Czyż owo rozświetlone Bogiem, przemienione człowieczeństwo Jezusa nie jest w rzeczywistości obrazem człowieczeństwa, jakie Bóg wobec każdego z nas zamierzył? Człowieczeństwa, za jakim tęsknimy, za jakim wzdychamy, którego oczekujemy? Czy Przemienienie nie było pierwszym znakiem rozpoczętego wraz z Wcieleniem procesu przemiany ludzkości na wzór Syna Bożego, którego znakiem kolejnym było odmienione ciało zmartwychwstałego Jezusa? I czyż nie to miał na myśli św. Paweł, kiedy pisał: ”Nasza ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować” (Flp 3,20-11).

 

 

"O naprawie więzi małżeńskiej"

to tytuł warsztatów rekolekcyjnych  prowadzonych przez Jacka Pulikowskiego

i ks. Krzysztofa Rzepkę.

Warsztaty miały miejsce w Jasienicy Rosielnej w dniach 27-28 lutego br. i zostały zorganizowane przez miejscowe oraz rejonowe kręgi Domowego Kościoła. Przez wiele godzin uczestnicy wsłuchiwali się uważnie w głos doświadczonego doradcy rodzinnego, autora wielu bardzo popularnych w Polsce książek o tematyce małżeńskiej i rodzinnej. Warsztaty dotyczyły spraw najistotniejszych: cel małżeństwa, źródła trudności małżeńskich, różnice między kobietą i mężczyzną w przeżywaniu miłości, współżycie płciowe, komunikacja jako narzędzie komunii małżeńskiej. Nie brakło też pytań i odpowiedzi na nie.

Jacek Pulikowski to przede wszystkim mąż i ojciec trójki dzieci. Poza tym dr inżynier, wykładowca na
Politechnice Poznańskiej oraz wykładowca Studium Rodziny przy Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu.
Od około trzydziestu lat czynnie zaangażowany w działalność Duszpasterstwa Rodzin. Razem z żoną Jadwigą
służą swoją wiedzą i doświadczeniem wielu małżeństwom w kryzysie i przygotowują młodych do założenia rodziny,
prowadzą kursy przedmałżeńskie.Pan Jacek znany jest z tego, że potrafi przekazać swą wiedzę w bardzo przystępny i humorystyczny sposób.


Obszerne relacje dźwiękowe z warsztatów można odsłuchać korzystając z archiwum -  "Radia Fara"  

 

 

 

 Dziesięć homilii na Niedzielę Wielkanocną Zmartwychwstania Pańskiego    -_przejście_do_homilii

 

 

 

 

 Linki do artykułów

 

„Bądźmy świadkami Miłości”  - autor Ks. Ireneusz Skubiś

 

Śmierć, czyściec, piekło, niebo  - autor o. Jerzy Zieliński OCD

 

Dotknąć Boga   - autor Chrys McVey OP

 

Małżeństwo - rzeczywistość święta

 

 Rozumieć i kochać całego człowieka


 Niedziela Miłosierdzia Bożego 

 

Siostra Faustyna o Bożym Miłosierdziu