Czytelnia

Andrzej Macura dodane 14.08.2018 10:30 źródło: https://kosciol.wiara.pl/

Jest jak bożek. Ma wiele twarzy. Ale jeden cel. Zgasić na świecie nadzieję zmartwychwstania.

Święta racja. Mowa o tym, co powiedział przewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy, arcybiskup Genui, kardynał Angelo Bagnasco - (link poniżej). Stwierdził on niedawno, że istnieje dziś w Europie antychrześcijański reżim, który pod pretekstem nie urażania wrażliwości inaczej wierzących i inaczej myślących próbuje stworzyć ujednolicony u podstaw model życia, odrzucający to co uznawały i szanowały różne tradycje; reżim, który swoje pomysły wprowadza także przez zmianę znaczenia słów i pojęć. Tak, to prawda. Istnieje takie coś (nie wiem czy reżim), co wszystkimi możliwymi sposobami próbuje chrześcijaństwo zepchnąć na margines i zamknąć w muzeum. Przejawów tych antychrześcijańskich działań jest więcej, niż zazwyczaj sobie uświadamiamy. Bo do wielu z nich my, wierzący, już przywykliśmy i traktujemy je jak normalność. A czasem – o zgrozo – nawet im przyklaskujemy.
Ot, dość często pojawia się w przestrzeni publicznej teza, że wiara jest sprawą prywatną, a swoich religijnych przekonań nikt nie powinien wnosić w szeroko rozumiane życie społeczne, bo przecież każdy ma prawo do własnych przekonań. Przyklaskuje jej niejeden katolik. A przecież teza ta jest sama w sobie sprzeczna. Skoro każdy ma prawo do własnych przekonań, to wierzący w Chrystusa też, prawda? Dlaczego oni jedni mają mieć „przekonania podwójne”, inne na użytek prywatny, inne na użytek publiczny? Dlaczego oni jedni nie mogą wnosić swoich przekonań w życie publiczne,skoro mogą to robić wrogowie chrześcijan, a często ze zrozumieniem traktuje się sytuacje, gdy robią to wyznawcy innych religii?
Inną metodą uderzania w wierzących jest tworzenie różnych „czarnych legend”. Chrześcijanin ma się wstydzić, że należy do rzekomo zbrodniczej ferajny. To, co dobre oczywiście się przemilcza. Akcentuje się zło, choćby doszło do niego wieki temu i choćby sprawy nie były tak oczywiste, jak się w takiej karykaturalnej narracji pokazuje. Na przykład mówiąc o nieprawości inkwizycji zapomina się, że i dziś sądy każdego kraju wydają wyroki skazujące wobec ludzi poważnie godzących w istniejący porządek społeczny – morderców, rabusiów, a nawet tych, którzy oszukują przy podatkach. Więcej, przeciw tym najbardziej niebezpiecznym, a będących poza zasięgiem jurysdykcji danego kraju organizuje się swoiste krucjaty. Ot, bombardując kraje, w których się ukrywają. A przecież średniowieczni heretycy nie ograniczali się do teorii, prawda? Na przykład głosząc potrzebę ubóstwa potrafili obrabować i zamordować tych, których uważali za bogatych. Mówiąc o skazywaniu za herezję trzeba i to widzieć. Po prostu trzeba pamiętać o tym, na co zwracają uwagę znawcy: owszem, mogły zdarzać się nadużycia, zwłaszcza w przypadku osławionej inkwizycji hiszpańskiej, ale generalnie wyroki wydawane przez inkwizytorów były sprawiedliwe. Wiele procesów kończyło się zresztą uniewinnieniem. Istnieje na ten temat sporo rzetelnych prac, ale prawda „antychrześcijan” nie interesuje.

Takich przykładów można podać więcej. Mówi się też np. o nieprawościach związanych z wyprawami krzyżowymi nie zauważając, że były odpowiedzią na utrudnienia, szykany i prześladowania, jakich doznawali chrześcijanie w Ziemi Świętej, a w szerzej perspektywie także odpowiedzią na militarną ekspansję islamu. Głosi się tezę, że u podstaw wszystkich wojen leży religia przemilczając, że przeczą temu choćby dwie największe wojny XX wieku. Inną miarę stosuje się do śmierci chrześcijan, inną do śmierci ich wrogów. Jeśli w rozruchach, rewolucjach i wskutek działań porewolucyjnych reżimów ginęli chrześcijanie, traktuje się to jako przejaw dziejowej sprawiedliwości. Należało się im. Ale gdy udało się im obronić, a potem ukarać winnych różnych zbrodni – sami stają się w tych legendach mordercami. I tak dalej, i tak dalej....
Tezy takie głoszą z różnych przyczyn niechętne chrześcijaństwu intelektualne elity. Powtarzają je – pewnie często chcąc zagłuszyć wyrzuty sumienia – wielcy tego świata. Ulegają im i wierzący, dystansując się od własnego Kościoła, jakby był on siedliskiem bandytów. Oczywiście nie brakowało i nie brakuje wśród chrześcijan wszelakich nieprawości, ale... Ujmę to tak: jeszcze nie spotkałem ateisty, który biłby się w piersi za grzechy podobnie jak on myślących. Komunista we Włoszech czy Francji też pewnie nie czuje się odpowiedzialny za grzechy Lenina, Stalina, Ceausescu czy Pol Pota. Nawet kibica tej czy owej drużyny normalni ludzie nie obarczają odpowiedzialnością za wybryki innych kibiców. Dlaczego chrześcijanina obarcza się winą za grzechy, które popełnił ktoś inny? Grzechy, które popełnił jakiś chrześcijanin wbrew nauce swojego Kościoła?
To smutne. To bolesne. Ale w sumie nic w tym nadzwyczajnego. Tak w dwutysiącletniej historii chrześcijaństwa bywało często. Zapowiedział to swoim uczniom już sam Jezus, gdy mówił, że z powodu Jego imienia Jego uczniowie będą „w nienawiści u wszystkich” (Mt 10,22). Można się na tę niesprawiedliwość oburzać, można próbować z tym walczyć, ale najpewniej niewiele to da. Lepiej, nie zaniedbując oczywiście prób prostowania takiej zakłamanej narracji, jak pierwsi chrześcijanie, ucieszyć się, że staliśmy się godnymi dla Chrystusa trochę pocierpieć i z miłością do Niego to przyjąć.

https://kosciol.wiara.pl/doc/4940505.Antychrzescijanska-Europa

 

ks. Edward Staniek źródło: http://www.katolik.pl/

Amortyzator w życiu społecznym
W świecie techniki niezwykle ważnym elementem różnych maszyn jest amortyzator. Urządzenie niwelujące wstrząsy. Bez niego praca wielu maszyn byłaby niemożliwa.

W życiu społecznym takim amortyzatorem jest uśmiech życzliwości. To on pozwala nieśmiałym na podjęcie działania i usuwa bariery osamotnienia. Życzliwość jest potrzebna do życia społecznego we wszystkich jego wymiarach. Jest ona bowiem znakiem dobroci serca, jest wykładnikiem gotowości niesienia pomocy każdemu, kto jej potrzebuje.

Życzliwość oczekiwana

Życzliwości oczekujemy od wszystkich: od kierowcy w autobusie, policjanta sterującego ruchem na szosie, urzędnika, nauczyciela, lekarza, ekspedientki, listonosza. Wszędzie tam, gdzie chcemy coś załatwić, gdzie korzystamy z posługi.

Szczególnie ważną jest życzliwość w rodzinnym gronie i miejscu pracy. Życzliwość rodziców stwarza twórczą atmosferę dla wychowania dzieci, wzajemna życzliwość małżonków gwarantuje trwałość ich związku. Życzliwość rodzeństwa buduje dom bezpieczny i promieniujący pokojem.

Św. Paweł znając tę wielką wartość wzywa: „Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie”.

Istotnym elementem życzliwości jest przebaczenie, to ono stwarza możliwość rehabilitacji, to ono przyjmuje człowieka takim, jakim on jest, mobilizując go do naprawienia popełnionych błędów i do wzmożonej ostrożności, by ich już więcej nie powtórzyć. Przebaczenie jest obecne w każdym uśmiechu życzliwości. Jeśli uczeń w trakcie odpowiedzi dostrzega w oczach nauczyciela życzliwość i wie, że ten jest jego przyjacielem a nie tylko surowym sędzią — odpowiedź wypadnie dobrze.

Życzliwość to znak dojrzałości

Życzliwość to znak wielkiej dojrzałości człowieka i dowód długiej pracy nad sobą. Trzeba się bowiem liczyć z tym, że nawet ludzie o dużej dobroci miewają chwile, w których życzliwość znika z ich serca, a w jej miejsce pojawia się czysta sprawiedliwość, a niekiedy nawet niechęć. Trzeba więc wielkiego wysiłku, by ogień życzliwości nieustannie płonął w sercu człowieka i żadne przeciwności go nie zgasiły. Nie powinno tego czynić ani złe samopoczucie, ani niewłaściwa pogoda, ani pośpiech, ani wroga postawa otoczenia, ani niepowodzenia. Sztuki trwałej życzliwości trzeba się uczyć przez długie lata.

Jest wielu ludzi, którzy potrafią być wyjątkowo życzliwi dla wybranych przez siebie osób, albo na zasadzie uczuciowego powiązania z nimi, wyrachowania, gdy zależy im na tym, by dany człowiek miał o nich dobrą opinię. Ci sami jednak ludzie w spotkaniu z innymi zieją ogniem złośliwości, jak zieje ognistą siarką baśniowy smok. Iluż ludzi potrafią oni boleśnie zranić. Tego typu rany goją się bardzo trudno. Biada dzieciom, które mają takich nieżyczliwych rodziców, biada wychowankom, jeśli mają takich pedagogów, biada podwładnym, jeśli mają nieżyczliwych przełożonych.

Człowiek nieżyczliwy nie powinien nigdy sprawować żadnej władzy. On się do tego nie nadaje, dopóki życzliwości się nie nauczy. Na szczęście zamiana ziejącego ognistą siarką smoka w dobrego i mocnego konia, gotowego dźwigać ciężary innych, jest możliwa. Wystarczy nieco dobrej woli i systematycznej pracy, by uśmiech życzliwości nie schodził z twarzy człowieka, by serce jego było zatroskane o dobro drugiego.

Życzliwość to przymiot serca

Jeśli człowiek widzi w innych dobro, gotów jest spieszyć im z pomocą, gdy dobro jest zagrożone lub gdy istnieje szansa jego pomnożenia. Ta życzliwość serca objawia się na twarzy opromieniowując ją uśmiechem.

Wszyscy chcielibyśmy, by otoczenie darzyło nas życzliwością. Mamy pretensje, gdy jej brakuje. Tymczasem droga do pomnożenia życzliwości na ziemi rozpoczyna się w naszym sercu. To w nim trzeba zapalić ogień życzliwości i umieć go nieustannie podtrzymywać. Tym zaś, którym brakuje życzliwości wobec nas, należy przebaczać. Prawdziwa życzliwość jest na tyle mocna, iż wcześniej czy później zapali swoim ogniem serca nieżyczliwe. W życiu społecznym istnieje wielkie zapotrzebowanie na ten cenny amortyzator, jakim jest uśmiech wzajemnej życzliwości.

ks. Edward Staniek
mateusz.pl

 

2018-08-15 źródło: https://stacja7.pl/

Na Jasnej Górze trwają główne uroczystości jednego z największych świąt maryjnych - Wniebowzięcia NMP. Porannej Mszy św. dla ponad 12 tys. pieszych pielgrzymów, którzy przyszli z Warszawy przewodniczył kard. Kazimierz Nycz.

W pięciu pieszych pielgrzymkach z samej tylko Warszawy przyszło na Jasną Górę w sumie 12 tys. 570 osób. Były to: 307. Warszawska Pielgrzymka Piesza, przyszło w niej ponad 6 tys. osób, 38. Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna, w której dotarło 3 tys. 950 pątników, Grupy „17-ste” Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej z liczba 1,6 tys. osób, 27. Pielgrzymka Niepełnosprawnych, w której przyszło 620 wiernych i 35. Praska Pielgrzymka Rodzin z liczbą 400 osób.
Homilię podczas porannej Mszy św. dla pielgrzymów wygłosił przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra. Przypomniał w kazaniu, że „w roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości wyrażamy mocniej niż w innym czasie naszą troskę o Ojczyznę, o Polskę”. – Na różne sposoby, poprzez różne inicjatywy zewnętrzne dajemy temu wyraz, również w tegorocznym biało-czerwonym pielgrzymowaniu jasnogórskim – zauważył jasnogórski przeor. Podkreślił, że to nie wystarczy. – Do tego trzeba dołożyć jedno bardzo ważne staranie, aby Polska którą kocham, szanuję, za której niepodległość dziękuję stała się faktycznie i konkretnie mieszkaniem Boga, nie poprzez puste slogany, ale poprzez moją osobistą przemianę.
– To za mało mówić Bóg, honor, Ojczyzna. Chlubić się tym, że Polska jest zawsze wierna, Polonia Semper Fidelis, jeśli ja sam nie staram się być mieszkaniem Boga – wołał o. Przeor. Dodawał: „Polska będzie niepodległa zawsze jeśli ja sam zrobię dobry użytek z mojej wolności”. – Tak było w czasie zaborów, Polacy potrafili robić dobry użytek z wolności i nie bali się przychodzić na Jasną Górę, która zawsze, nawet w czasie zaborów, była otwarta na strudzonego pielgrzyma – przypomniał o. Waligóra.
Podkreślał, że „potrzeba pracy nad sobą, wyczulenia na Boże oczekiwania, by stawać się podobnym do Maryi, być gotowym już tu na ziemi, jak Ona, oddać Bogu siebie i swoje serce”.
– Trzeba wielkiej pracy nad sobą, by Polska naprawdę stała się niepodległa przez moją przemianę – mówił kaznodzieja. Podkreślił, że to „od naszego nawracania się, którego wspaniałym obrazem jest pielgrzymowanie, od tego zależy odmiana oblicza tej ziemi”.
Przypomniał prorocze słowa Jana Pawła II, który wołał o odmianę oblicza polskiej ziemi. – To jest testament dla nas, przypomnienie o potrzebie przemiany naszych serc, potrzebę oddania się Duchowi Świętemu – powiedział jasnogórski przeor. Zauważył, że to nie przypadek, że w setną rocznicę odzyskania niepodległości w Kościele w Polsce przeżywamy Rok Ducha
– My też możemy jak Maryja zamieszkać w Bogu. To jest wielka nadzieja serca człowieka wierzącego, które kontempluje wyniesienie Maryi i widzi w Niej jasny znak nieba. To jest nadzieja pielgrzyma, który przychodzi tutaj do Maryi, by doświadczyć bliskości nieba i tym niebem chce dzielić się z innymi – powiedział o. Waligóra. – Stać się tu i teraz mieszkaniem dla Boga, by kiedyś w wieczności w nim zamieszkać, to jedno z najpiękniejszych zadań i wyzwań dla człowieka wierzącego – podkreślał kaznodzieja.
– Tyle wypowiedzianych modlitw, tyle śpiewu, życzliwości okazywanej i otrzymywanej, na ile to otworzyło moje serce na Boga czy zapragnęłam być choć na chwilę, jak Maryja, mieszkaniem dla Boga? – pytał jasnogórski przeor.
Wyraził przekonanie, że pielgrzymowanie „na pewno wyda owoce choć może tego jeszcze nie widzimy, bo jest zmęczenie, ale patrząc na Maryję radujmy się darem zamieszkania w Bogu”.
– Rozpalajmy nasze serca tęsknotą za niebem, bo po to tu przyszliśmy do Maryi. Jesteśmy tu, by wpatrywać się w Nią, czerpać z Jej bliskości siły, po to by stawać się, już tu na ziemi, mieszkaniem dla Boga – mówił kaznodzieja. Zauważył, że „łatwo jest być mieszkaniem dla Boga przez te pięć, czy dziesięć dni na pielgrzymim szlaku. – Nasza serdeczność, rozmodlenie pięknie o tym świadczyły. Teraz postarajmy się coś z tych pięknych, budujących postaw zabrać do naszej codzienności. Niech pielgrzymowanie zaowocuje w moim sercu, w rodzinie, we wspólnocie, w mojej Ojczyźnie, Europie i całym świecie – podkreślał o. Marian Waligóra.
KAI/ad

 

VATICANNEWS.VA | dodane 12.08.2018 16:50 źródło: https://info.wiara.pl/

Franciszek wystosował list do ordynariusza płockiego, bp Piotra Libery z okazji 450. rocznicy śmierci św. Stanisława Kostki. „W osiemnastym zaledwie roku życia, z powodu ciężkiej choroby, zakończył bieg ziemskiej wędrówki ten kleryk jezuickiego nowicjatu w Rzymie, jeden z najwybitniejszych synów Towarzystwa Jezusowego, jakich wydała Wasza Ojczyzna” – pisze w liście Ojciec Święty.
 
Jednocząc się w modlitwie dziękczynnej z wiernymi diecezji płockiej i całego Kościoła w Polsce Papież przypomina słowa Jana Pawła II, jakie wypowiedział w Kościele św. Andrzeja na Kwirynale podczas nawiedzenia relikwi św. Stanisława: „Jego, krótka droga z Rostkowa na Mazowszu przez Wiedeń do Rzymu była jak gdyby wielkim biegiem na przełaj, do tego celu życia każdego chrześcijanina, jakim jest świętość” (przemówienie 13 listopada 1988).
Zwracając się do młodych, Franciszek zachęca ich do rozeznawania celu i obierania najlepszych dróg postępowania i życia. „Niech [św. Stanisław] uczy Was szukać zawsze i nade wszystko przyjaźni z Jezusem, czytać i medytować Jego słowo, i przyjmować w Eucharystii Jego miłosierną i pełną mocy obecność, abyście potrafili oprzeć się presji światowej mentalności” – podkreśla Ojciec Święty.
O znaczeniu listu, jakie ma on dla diecezji płockiej oraz zaangażowaniu młodych w budowanie Kościoła opowiedział Radiu Watykańskiemu, bp Piotr Libera.
“Dzięki temu przesłaniu, jestem przekonany, że nasze celebracje roku św. Stanisława Kostki nabierają rzeczywiście wymiaru ogólnokościelnego – mówi ordynariusz płocki. – Papież poprzez swoje orędzie, sprawił, że ten rok jubileuszowy wpisuje się pięknie w rzeczywistość eklezjalną Kościoła Powszechnego, szczególnie w roku, gdy będziemy przeżywać razem z Ojcem Świętym, po raz pierwszy w historii Kościoła, synod biskupów poświęcony ludziom młodym. Chciałbym też podzielić się radością, że także w naszej płockiej diecezji pod koniec wakacji, w ostatnich dniach miesiąca sierpnia, młodzież będzie przeżywała już swój drugi synod młodych. Wezmą w nim udział przedstawiciele wszystkich naszych dekanatów, wszystkich wspólnot, stowarzyszeń kościelnych, którzy zbiorą się właśnie w Płocku, by dzielić się swoim oczekiwaniami na temat Kościoła w obecności biskupa płockiego i swoich rówieśników. Będą przedstawiać swoje marzenia odnośnie Kościoła XXI wieku.”

 

Adam Wąs SVD dodane 30.09.2009 12:55 źródło: https://religie.wiara.pl/

Maryja, matka Jezusa, zajmuje w islamie miejsce szczególne. Jej imię pojawia się w Koranie od najwcześniejszych rozdziałów, tzw. sur mekkańskich, aż do tych, które zostały objawione Mahometowi pod koniec jego życia w późnym okresie medyńskim.
 
Maryja jest jedyną kobietą, którą Koran nazywa po imieniu i czyni to aż 34 razy. O wyjątkowości Maryi świadczy również fakt, że Święta Księga islamu nazywa jej imieniem nawet cały rozdział (surę) dziewiętnasty, a trzeci – poświęca jej rodzinie, nadając mu tytuł „Rodzina Imrana”. Według tradycji islamskiej Imran był ojcem Maryi, zaś cała rodzina została wyróżniona przez umieszczenie jej wśród wielkich postaci. Jako córka Imrana Maryja zostaje wymieniona razem z Abrahamem, Mojżeszem i Aaronem.

Muzułmanie są zgodni, że Maryja była pozbawiona jakiegokolwiek grzechu i że została ofiarowana Bogu. O jej narodzeniu dowiadujmy się z krótkiego koranicznego opisu w rozdziale 3,35. Jej matka – według tradycji Anna (Hanna) – prosi Boga, aby szatan nie miał prawa do jej dziecka. Znaczenie tej prośby wyjaśnia jeden z hadisów (przekazanych przez Abu Hurajrę), w którym Mahomet miał rzec, że „każde dziecko, przychodzące na świat, zostaje dotknięte przez szatana i dlatego wydaje krzyk. Maryja i Jezus pozostali spokojni, gdyż szatan ich nie dotknął”.

Miejscem dorastania Maryi była świątynia żydowska, gdzie została oddana na służbę Bogu (3,37). Zachariasz – kapłan świątyni – był zaskakiwany cudownymi wydarzeniami, które dokonywały się w codziennym życiu Maryi. Postawa jej całkowitego zaufania Bogu wywarła na starcu ogromne wrażenie. Według tradycji muzułmańskiej to właśnie Zachariasz przed śmiercią powierzył Maryję opiece Józefowi, którego Koran jednak nie wspomina.

Muzułmanie uważają Maryję za kobietę w szczególny sposób wybraną przez Boga, który stopniowo przygotowuje ją na matkę Jezusa (3,42-42). Ważną rolę odgrywa w tym kontekście pierwsza wizyta anioła, który miał uświadomić Maryi, że jej cudowne narodzenie i wypełnione bojaźnią Bożą dorastanie były symbolicznym potwierdzeniem tego, że Bóg wybrał ją do realizacji swego planu. Ta poprzedzająca samo zwiastowanie wizyta anioła była przygotowaniem Maryi do duchowej i cielesnej czystości, dzięki której mogła począć i narodzić Jezusa. Generalnie uważa się, że dzięki temu Maryja na zawsze zajęła nadrzędne miejsce wśród wszystkich kobiet.

Nie brakuje jednak wśród egzegetów muzułmańskich takiego stanowiska, które ogranicza jej wybraństwo do określonego czasu. Na potwierdzenie przytacza się rolę trzech innych, wielkich kobiet w tradycji muzułmańskiej: Aiszy – żony Mahometa, Hadidży – pierwszej żony proroka i „matki wierzących” oraz Fatimy – córki Mahometa i Hadidży. (Warto pamiętać, że szyici jednoznacznie przypisują Fatimie wyższość nad wszystkimi kobietami, w tym także nad Maryją).

Zwiastowanie, które miało miejsce podczas drugiej wizyty anielskiej, zostało w Koranie opisane dwukrotnie. Najpierw w surze trzeciej, a następnie w dziewiętnastej (3,45-47; 19,16-21). W obu przypadkach podkreśla się ogromną moc Bożego Słowa. Wszyscy egzegeci są zgodni, że Duch przekazujący Maryi wieść, że pocznie i porodzi syna, to znany w tradycji chrześcijańskiej archanioł Gabriel. To za jego przyczyną Bóg tchnął w Maryję nowe życie. Udział archanioła w tym wydarzeniu wyraża dystans, jaki w islamie dzieli Boga i człowieka.

O poczęciu Jezusa Koran mówi bardzo krótko: „I poczęła go, i oddaliła się z nim w dalekie miejsce” (19,22). Egzegeci muzułmańscy nie są jednak zgodni we wskazaniu dokładnego miejsca narodzenia Jezusa. Koran głosi, że odbyło się ono pod palmą, która dała Maryi schronienie i pożywienie, ale tradycja islamska nie jest jednomyślna co do geograficznego umieszczenia owej palmy (19, 23-26).

W kontekście narodzenia Święta Księga islamu podkreśla również fakt, że Maryja zachowała dziewictwo, które wraz z jej czystością stanowi dla muzułmanów ogromną wartość. Dają temu wyraz w sformułowaniu „Jezus Syn Maryi” (Isa Ibn Marjam), które odbiega od tradycyjnie używanych zwrotów w formie patriarchalnej (wskazujących na ojca). Ten zwrot oznacza, że Jezus jest narodzony bez ojca. W islamie przyjmuje się, że dziewictwo Maryi jest konsekwencją Bożego wybraństwa i jej czystości, a nie wynika z nadprzyrodzoności jej dziecka.

Szczególne znaczenie ma dla muzułmanów tzw. oskarżenie Maryi (19,27-34), czyli zarzuty stawiane jej przez rodzinę za niemoralne postępowanie. Oskarżenie to stanowi tło dla cudownej wypowiedzi nowonarodzonego, który – ku powszechnemu zaskoczeniu słuchaczy – staje w obronie matki i wskazuje na siebie jako proroka i sługę Boga. Podkreśla się, że w tej mowie, którą Jezus wygłosił na początku swego życia, chodziło głównie o odrzucenie atrybutów Synostwa Bożego.

Ponieważ muzułmanie widzą w Maryi i jej synu Jezusie Boży znak dany całej ludzkości, pozostaje ona dla nich nieustannym wzorem do naśladowania (21,91; 23,50).

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 16:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00