Czytelnia

Aneta Liberacka 2018-06-14 źródło: https://stacja7.pl/

Każdy kraj pewnie wierzy w zwycięstwo lub przynajmniej piękną grę swojej drużyny. My oczywiście jesteśmy pewni, że to NASI w tym roku okażą się “czarnym koniem” mundialu
Zawsze przed wielkimi zawodami najpierw jest cała masa treningów, pracy, wysiłku a potem pozostaje już tylko modlitwa. Szczęśliwcy “mają to we krwi”, potrafią połączyć codzienne życie z modlitwą. Łatwo można zauważyć, że wielu sportowców żyje modlitwą, żyje w jej rytm.
Wchodzimy w ostatnią fazę przygotowań do mundialu, i tych piłkarskich, i kibicowskich, i w ogóle przygotowań do wszystkich uczuć, jakie nam towarzyszą przy wydarzeniach sportowych takiej rangi. Piękne jest to, że w tych dniach tak bardzo się z sobą jednoczymy. Wtedy naprawdę wszyscy jesteśmy razem, kibicując swojej drużynie. I tak ma cały świat. Wspaniałe jest też to, że cały świat – w tej rywalizacji – także się jednoczy, mimo różnic, konfliktów, zabarwień politycznych, społecznych dysproporcji.
Jakie są szanse i nadzieje? Każdy kraj pewnie wierzy w zwycięstwo lub przynajmniej piękną grę swojej drużyny. My oczywiście jesteśmy pewni, że to NASI w tym roku okażą się “czarnym koniem” mundialu. Jak będzie? Pomocne w ocenie szans mogą być dwa cykle, które specjalnie przygotowaliśmy na mundial: o szansach poszczególnych drużyn oraz o wierze i sytuacji Kościoła w krajach biorących udział w tych “dobrych zawodach”.
W każdym z 32 mundialowych dni, będziemy publikować artykuły o jednej drużynie, jednym z państw biorących w nim udział. Opiszemy sportowe szanse – Mundialowe Szanse i pokażemy czym żyją ludzie w danym kraju, jaki jest tam Kościół – Mundialowa wiara.
W niektórych krajach liczba katolików to zaledwie promil, w innych zdecydowana większość. Chcemy pokazać, jak Mundo – Świat (od tego pochodzi słowo mundial) jest różnorodny, jak Kościół w tym świecie jest różnorodny, jak wygląda tam wiara.
Sport oczami Boga. Sport w najpiękniejszej postaci, takiej, która niesie najlepsze wartości. Ostatni dokument watykański dotyczy sportu i nosi tytuł “Dać z siebie to co najlepsze”. Tym jednym zdaniem udowadnia, że jest jednak coś, co łączy wiarę i sport. Nie bez przyczyny święty Paweł używa metafory sportu do opisu ważnych prawd wiary. Taki sport nam się marzy. I wierzymy, że najbliższe dni będą właśnie taką ucztą: jedności, prawdy, piękna.
Na pytanie, komu Bóg kibicuje na mundialu, bp Mirosław Milewski odpowiedział, że patrząc ewangelicznie, na pewno jest z najsłabszymi. A jednak, osoby wierzące powinny nie tylko kibicować, ale także modlić się za kraj i zawodników. Czeka nas zatem niezwykła rywalizacja w modlitwie. ;) Dlatego módlmy się za naszą drużynę. I niech wygra najlepsza!

 

VATICANNEWS.VA dodane 12.06.2018 20:05 źródło: https://kosciol.wiara.pl/

Bez przypisywania sobie zasług.
To myśl przewodnia homilii, wygłoszonej przez Papieża w czasie Mszy w Domu św. Marty. Odniósł się w niej do fragmentu Ewangelii św. Mateusza (5, 13-16).
Franciszek zaznaczył, że największym świadectwem, jakie może dać chrześcijanin, jest męczeństwo, oddanie swego życia na wzór Chrystusa. Ale jest także „świadectwo każdego dnia”. Zaczyna się ono rano, zaraz kiedy wstaniemy, a kończy wieczorem, gdy kładziemy się spać.
Być może wydaje się to małą rzeczą – kontynuował Papież – ale Pan dzięki naszym małym uczynkom czyni cuda. Franciszek wskazał, że trzeba do tego pokory, która wyraża się w byciu jedynie solą i światłem.
"Być solą dla innych, światłem dla innych, gdyż sól nie daje smaku sobie samej, ale zawsze służy innym – powiedział Ojciec Święty. – Światło nie oświetla siebie samego, ale służy. Sól dla innych. Niewiele soli, która pomaga potrawom, ale tylko trochę. W supermarketach nie sprzedaje się soli tonami, nie... W małych paczkach, to wystarczy. Sól nie chlubi się sama sobą, bo nie jest dla siebie. Zawsze jest dla innych: pomaga konserwować rzeczy, nadaje im smak. Proste świadectwo".
Franciszek przypomniał, że codzienne świadectwo chrześcijanina to bycie światłem, które jest dla ludzi, aby im pomagać w godzinach ciemności.
"Pan mówi nam tak: «Jesteś solą, jesteś światłem». «Och, to prawda! Panie tak jest. Przyprowadzę wielu ludzi do kościoła i zrobię...». «Nie postępuj w ten sposób, ale zrób tak, aby inni widzieli i chwalili Ojca» – mówił Papież. – Niech nie będzie ci przypisana żadna zasługa. Kiedy coś jemy nie mówimy: «O, jaka dobra sól!». «Mówimy: dobra potrawa, dobre mięso, dobre…». Nie mówimy: «Dobra sól». Nocą, kiedy wracamy do domu, nie mówimy: «Dobre to światło». Ignorujemy je, ale żyjemy w tym świetle, które oświetla. To jest ta cecha, która sprawia, że my chrześcijanie jesteśmy w życiu anonimowi".
Franciszek podkreślił, że dobre uczynki nie są naszą zasługą, dlatego nie powinniśmy, tak jak faryzeusz, dziękować Panu myśląc, że jesteśmy święci.
"Byłaby to dla nas wszystkich piękna modlitwa, gdybyśmy na końcu dnia zapytali się siebie: «Czy byłem dziś solą? Czy byłem dziś światłem?». To jest świętość każdego dnia – konkludował homilię Ojciec Święty. – Oby Pan pomógł nam to zrozumieć".

 

Ks. Tomasz Horak dodane 09.06.2018 09:12 źródło: https://opole.gosc.pl/
Prawdą jest, że Bóg potrafi prosto pisać na krzywych liniach nakreślonych przez człowieka. Ale czynienie z tego głównej reguły jest co najmniej nie na miejscu.

Po moim zeszłotygodniowym komentarzu można było odnieść wrażenie, iż jestem zwolennikiem niekończącego się proboszczowania w tej samej parafii. Nie, nie o to chodzi. Zmiany w obsadzie parafii są potrzebne. Od poziomu „wskazane” po najwyższy poziom „konieczne”. Nie chcę się jednak rozwodzić na tematy incydentalne i niezwiązane z istotą duszpasterstwa.
Jednym z naturalnych powodów przeniesienia proboszcza na inną parafię jest doskonalenie jego duszpasterskiego warsztatu. Zaczął od małej, spokojnej i uformowanej parafii. Po jakimś czasie niechby uczył się życia i pracy ewangelizacyjnej w większym ośrodku. Po jakimś czasie w jeszcze większym i wymagającym bardziej przemyślanego i długofalowego oddziaływania. Jedni będą fenomenalnymi proboszczami w tych niewielkich parafiach. Inni rozwiną skrzydła w wielkich. I bynajmniej nie jest to wartościowanie księdza – tu chodzi o jak najkorzystniejszy tak dla niego. jak i dla parafii dobór osoby i społeczności.
Wiem, upraszczam. Nie zdarza się, albo bardzo rzadko, by można było wszystko sprowadzić do kilku cech osobowości i krótkiej a wyczerpującej charakterystyki parafii. Czynników wpływających na korzystny dla Kościoła dobór jest wiele, nieraz wzajemnie się wykluczających. Bądź tu mądry i pisz... dekrety.
A jednak nikt nie zaprzeczy, że zostawienie wszystkiego bardziej czy mniej przypadkowym decyzjom jest niestosowne. Gorzej – może się stać zarzewiem problemów wielkich, a w dzisiejszych czasach łatwych do medialnego rozdmuchania. Jeśli do przypadkowości dorabia się motyw wiary, że to wola Boża, a poza tym wszystko w Boskim ręku może stać się dobre, to już całkiem źle. W niektórych przypadkach mówiłbym nawet o tak zwanym „kuszeniu Pana Boga”. Prawdą jest, że Bóg potrafi prosto pisać na krzywych liniach nakreślonych przez człowieka. Ale czynienie z tego głównej reguły jest co najmniej nie na miejscu. W odbiorze parafian może zostać przyjęte jako lekceważenie – ich i Boga. Życie zaś uczy, że w parafianach pęka wtedy jakaś ważna struna wewnętrznego związku z Kościołem.
Można sobie wyobrazić diecezjalną bazę danych zawierającą zdefiniowane cechy poszczególnych księży, a po drugiej stronie definiowane cechy parafii. Po zaznaczeniu stosownego pola i naciśnięciu okienka „dobierz” mamy zestaw kilku możliwości i po sprawie. To oczywiście żart i żartem pozostanie. Niemniej jednak wiedza o księżach jest potrzebna – rzetelna, wszechstronna i bez nakładek bądź ciemnych, bądź kolorowych. No i wiedza o parafiach. Jej skomplikowanie może i większe.
W wielu diecezjach w realizacji takiego ludzkiego, personalnego – a nie komputerowego – programu udział bierze większy czy mniejszy zespół współpracowników biskupa. Ważne, aby ogląd ze strony zespołu był prowadzony nie tylko z perspektywy centrum, ale z szerokiego horyzontu Kościoła. Pewnie moje pomysły nie są żadną nowością. Wszelako obserwując życie, wiem, że personalno-diecezjalne systemy w wielu miejscach zawodzą.
To, co piszę, to nie poradnik dla biskupów. Wiem w tej materii na pewno mniej niż oni. Piszę to, aby uświadomić wielu ludziom, z jak złożoną i trudną sprawą mamy tu do czynienia. A jeśli mamy pozostać Kościołem żywym, to każdy z nas musi znaleźć swój punkt włączenia się w obieg łaski, Bożej łaski. Jest nim modlitwa, jest nim podejmowanie pokuty, jest nim pełnienie dobrych czynów – nie tylko tych codziennych, obowiązkowych; jest nim adoracja Najświętszego Sakramentu – także ta cicha, osobista. Jest nim wreszcie pogłębianie znajomości Objawienia...
Na jakiejś pielgrzymce rozmawiam z grupą mężczyzn. Pobożni, widać, że zaangażowani. „Ojcze, mamy nowego księdza. My już w czerwcu jeździli do jego starej parafii, chcemy wiedzieć, jaki on jest. Zna go ojciec?”. Z uśmiechem pogroziłem palcem i mówię: „A wy za niego już od czerwca się modlicie?” Usiłowali odpowiedzieć na moje pytanie tak, by odpowiedzi nie było. „A jak wiedzieliście wcześniej, że będzie zmiana, to trzeba było już wcześniej modlić się o światło Ducha Świętego dla biskupa, żeby najlepszą decyzję podjął”. Ucichli. Najgłośniej rozgadany powiedział półgłosem: „Chłopy, codziennie dziesiątka różańca za niego. Z kobietą i dziećmi. Ojciec ma rację”.

 

Łukasz Grzejda SCJ źródło: http://www.katolik.pl/

Sam tylko Bóg, który jest dobry, może rozliczyć człowieka za szczerość i prawdziwość postępowania. Ale i ten sam Bóg chce i posługuje się narzędziami służącymi człowiekowi do zmiany, a właściwie poprawy zachowań, a nawet przemiany postaw życiowych. Narzędzia te są dwojakiego rodzaju. Jedne wynikają z osiągnięć nauk społecznych (psychologia, pedagogika) i teologii moralnej. Drugimi są ludzie, którzy dzięki postawie niesienia pomocy lub nawet bardziej dzięki umiejętności braterskiego upomnienia stają się dla bliźnich jak aniołowie stróżowie.

Doświadczenie pomocy

Skąd się biorą nasze niewłaściwe zachowania? Może po prostu nie odnajdujemy się w wypracowanym przez lata sposobie oceniania? Dziś chyba bardziej niż przez ostatnie stulecie stawiamy na wygodę, funkcjonalność oraz zyski. Życie z tymi priorytetami napędza machinę zmian. Można nawet powiedzieć, że same zmiany się zmieniają. Te założenia sprawiają jednak, że jesteśmy zagubieni. Nie wiemy, czy powrót do sprawdzonych schematów jest lepszy, czy może otworzenie się na nowe horyzonty będzie korzystniejsze.

Dotykając tematu pouczeń i napomnień, nasuwa mi się fragment z Ewangelii wg. św. Jana: „Sługa nie jest większy od swego pana (…) Wiedząc to, będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować” (13,16-17). W tych słowach zauważamy, jak Jezus prosi uczniów o pokorę w relacjach międzyludzkich. Aby pomagać innym, trzeba mieć doświadczenie otrzymanej pomocy. Wtedy jesteśmy w stanie wczuć się w sytuację potrzebującego. Wyrobiona świadomość własnych ograniczeń i słabości jest obroną przed niezdrowym osądem i cynizmem. Przeciwną cechą, świadczącą o ludzkiej dojrzałości jest wyrozumiałość. Nabywamy ją wraz z przeżytymi sytuacjami. Takimi, które uczą nas szerzej widzieć rzeczywistość.

Nauka na cudzych błędach

Najczęściej uczymy się na własnych błędach. Czasem na błędach innych ludzi. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że nie tylko w ten sposób musimy się uczyć właściwie postępować. Uczymy się także na dobrze wykonanych zadaniach. Warto zatrzymywać się w momentach naszych sukcesów, by uświadomić sobie, dzięki czemu one się dokonały. Często widzimy w tych momentach interwencję z zewnątrz. Przypisujemy ją zwykle Bogu, aby uznać element współpracy.

Udzielanie dobrych rad jest niewątpliwie potrzebne, ale w praktyce bywa trudne. W pewnym momencie naszego życia stajemy się generacją odpowiedzialną za utrzymanie ładu obywatelskiego i moralnego. Mamy wtedy świadomość, jak to zadanie jest ważne. Pamiętamy także, że jako odbiorcy dobrych rad i pouczeń byliśmy nieco zbuntowani i wykazywaliśmy oporne zachowania. Stajemy przed konkretnymi wyzwaniami, od których zależy nasza przyszłość. Chcemy z jednej strony poczucia bezpieczeństwa dla siebie, z drugiej rozwoju dla młodych.

Komunikacja międzypokoleniowa

Wyzwaniem zatem staje się dialog międzypokoleniowy. Dostrzeżono jego potrzebę już jakiś czas temu. W 2012 roku kampania Narodowego Centrum Kultury pt.: „Ojczysty – dodaj do ulubionych” cieszyła się dużą popularnością. Zdobyła także tytuł: „Kampania społeczna roku 2012”. Promowała świadomość językową Polaków. Ponadto ukazała potrzebę wzajemnego rozumienia się różnych pokoleń. Wiemy dobrze, że bez komunikacji niewiele jesteśmy w stanie zrobić. Zatem za ogólne dobro należy uważać próby podjęcia dialogu na różnych poziomach wspólnego życia i działania.

Czasem chcielibyśmy mieć gotowe rozwiązania czy konkretne recepty na mądry i zrozumiały dialog ze szczerą intencją pomocy. Chodzi o to, by udzielanie napomnień przede wszystkim odkrywało prawdę o złu, które nierzadko bywa zakamuflowane. Jednocześnie by sposób zwracania uwagi nie zatrzymywał na sobie i nie przeszkodził w przechodzeniu do sedna sprawy. Wyrażanie się np. w sposób autorytatywny może zakłócić wolność słuchacza i wprowadzić na długie lata brak akceptacji. Skutecznym sposobem jest chociażby ostrożne argumentowanie, wytyczanie pewnych granic. Czasem warto używać sformułowań typu: „Nie byłoby dobrze, gdyby…?”. Innym razem warto podzielić się swoim doświadczeniem, by pokazać inny punkt widzenia drugiemu człowiekowi, któremu brak takiego wyrobienia w danej sprawie utrudnia właściwe postępowanie.

Zbliżają się Światowe Dni Młodych, które w 2016 roku odbyły się w Polsce [a w 2019 odbędą się w Panamie – przyp. red.]. Będzie to okazja do spojrzenia na przedstawicieli kolejnego pokolenia, które, mówiąc szczerze, jest zupełnie inne niż pokolenie ich rodziców. Nie wiem, czy gorsze, czy lepsze. Pokolenie to jest nastawione na poszukiwanie i odkrywanie. Nieważne co i jak, ważne jest, by to robić. Aby nawiązać z nimi dialog, warto ich bliżej poznać. Dzięki temu może uda się dostrzec, że mimo pozornego nieuporządkowania, posiadają duży potencjał i wiele możliwości. Choć są niestali, to do stabilności dążą. Choć są niepokorni, to szukają pokory. Dają sobie zwrócić uwagę, ale chcą by dokonywało się to z szacunkiem. Są gotowi przyjąć i podziękować za każdą autentyczną postawę pouczenia i upomnienia.

ks. Łukasz Grzejda SCJ
Wstań.net

 

Papież o rzucaniu obelg. To poważna sprawa

KAI | dodane 14.06.2018 12:21 źródło: https://info.wiara.pl/
Na konieczność przezwyciężania pokusy znieważania drugiej osoby i wyciągania ręki do przebaczenia wskazał papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Nawiązując do czytanego fragmentu Ewangelii (Mt 5,20-26) zaznaczył, że pojednanie, do jakiego wzywa nas Pan Jezus ma być radykalne, prowadzące do poszanowania godności zarówno drugiej osoby jak i godności własnej.
 
Komentując słowa Pana Jezusa: „Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia” Franciszek zauważył, że odwołują się one do ludzkiej mądrości – lepsze jest niedoskonałe porozumienie niż sąd. Wskazał, że pragnąc, by Jego nauczanie było dobrze zrozumiane Pan używa przykładów dnia powszedniego. Ale potem idzie dalej i wyjaśnia kwestię zniewagi. Cytuje obelgi czasów starożytnych i zaznacza, że zniewaga prowadzi do zabójstwa drugiej osoby, zaczyna się od jej dyskwalifikowania, odmawiania prawa do szacunku, usuwaniem na margines społeczeństwa.
Papież zauważył, że dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do obelg. Wystarczy prowadzić samochód w godzinach szczytu. Ileż tam zniewag, a ludzie są bardzo kreatywni w ich wymyślaniu. Małe zniewagi urastają do rangi kamienia, którym rzucamy w innych, odbierając im prawo do wypowiedzi. Ojciec Święty dodał, że często przyczyną zniewag jest ludzka zawiść.
„Ale kiedy ktoś czyni coś, co mnie się nie podoba, to używam zniewagi i chcę, by go uważano za „niepełnosprawnego” umysłowo, społecznie, niepełnosprawnego w wymiarze rodzinnym, bez możliwości integracji ... I z tego względu zabija: zabija przyszłość danej osoby, zabija drogę danej osoby. To zazdrość otwiera drzwi, ponieważ gdy dana osoba ma coś, co mi zagraża, zazdrość prowadzi mnie do jej obrażania. Niemal zawsze istnieje tutaj zazdrość” – wskazał Franciszek.
Papież przypomniał słowa Księgi Mądrości, mówiące: „A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła” (2, 24). Zatem zawiść wnosi w świat śmierć. Dodał, że często tę zawiść staramy się ukryć. Ale Pan Jezus wskazuje nam, że z taką postawą nie możemy się modlić, nie możemy uczestniczyć we Mszy św. Jeśli zdajemy sobie sprawę, że „brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim”.
„Jezus jest bardzo radykalny. Pojednanie nie jest postawą dobrych manier, nie: jest to postawa radykalna, jest to postawa, która stara się szanować godność innych, a także moją. Od zniewagi do pojednania, od zawiści do przyjaźni. To jest droga, którą Jezus nam dzisiaj wskazuje” – powiedział Ojciec Święty.
Na zakończenie swej homilii Franciszek zachęcił do zastanowienia się nad tym, czy nie obrażamy innych osób, czy w naszym sercu nie ma zazdrości, z powodu rywalizacji.
„To nie jest łatwe. Ale pomyślmy: jak pięknie jest nigdy nie obrażać innych. To piękne, ponieważ w ten sposób pozwalamy innym się rozwijać. Niech Pan da nam tę łaskę” – stwierdził papież.

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 16:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00