Czytelnia

Beata Zajączkowska dodane 13.09.2017 15:10 źródło: http://papiez.wiara.pl/

Straszliwie okaleczona żrącym kwasem ustaliła już termin eutanazji. Franciszek serdecznie ją przytulił mówiąc: „jesteś odważna i piękna”. Teraz kobieta pragnie żyć.

Powiedziała mu o swym ogromnym cierpieniu i poprosiła, by „pobłogosławił” ją na śmierć. Papież odmówił wyraźnie mówiąc: „Nie, ty tego nie zrobisz”. – Mocno mnie przytulił i ku memu totalnemu zaskoczeniu wyszeptał do ucha: „jesteś odważna i piękna” – mówiła kolumbijskim mediom kobieta, wyraźnie poruszona słowami Franciszka
Spotkanie trwało zaledwie kilka minut, a totalnie wywróciło jej życie. Spotkała się z papieżem w czasie jego podróży do Kolumbii. Sama o to poprosiła. Chciała by dał jej „błogosławieństwo” na ostatnią drogę. Na 29 września miała już wyznaczony termin eutanazji. Kolumbijskie prawo pozwala na nią w wyjątkowych sytuacjach. Była przekonana, że jej oszpecone życie jest właśnie takim wyjątkiem.

Dziś 56-letnia Consuelo Cordoba przed siedemnastu laty została oblana żrącym kwasem przez męża. Dagoberto Esuncho był zazdrosny o jej urodę, powodzenie i dobrze rozwijającą się karierę stylistki mody. Tragedia oznaczała dla kobiety nie tylko rezygnację z marzeń, ale przede wszystkim niekończącą się serię bolesnych operacji. Przeszła ich dotąd 87, a kolejne wciąż były jeszcze przed nią. Lekarze centymetr po centymetrze próbowali przywrócić do życia jej zdeformowaną twarz, która najbardziej ucierpiała. Kwas wylany przez męża totalnie spalił jej skórę i mocno uszkodził zęby, wżerając się tkanki. Sączki w ranach, rurka w nosie pozwalająca oddychać, odżywianie wyłącznie płynnymi pokarmami i nieodłączna cielista kominiarka stały się jej codziennością. Mimo to walczyła o lepsze życie dopóki nie usłyszała, że zdiagnozowano u niej zapalenie mózgu wywołane toksoplazmozą, która, jak powiedziano, mogła doprowadzić do jej całkowitego paraliżu. Wtedy powiedziała „dość” i postanowiła umrzeć.

I właśnie wówczas na jej drodze stanął pielgrzymujący do Kolumbii Franciszek. Spotkała się z nim w siedzibie nuncjatury apostolskiej w Bogocie. Oczywiście w cielistej kominiarce i z nieodłączną rurką w nosie. Wielu gdy ją widzi w takim stanie odwraca wzrok. Nie Franciszek. Powiedziała mu o swym ogromnym cierpieniu i poprosiła, by „pobłogosławił” ją na śmierć. Papież odmówił wyraźnie mówiąc: „Nie, ty tego nie zrobisz”. – Mocno mnie przytulił i ku memu totalnemu zaskoczeniu wyszeptał do ucha: „jesteś odważna i piękna” – mówiła kolumbijskim mediom kobieta, wyraźnie poruszona słowami Franciszka. – Ten uścisk papieża był wspaniałym darem, dla mnie prawdziwym cudem. Teraz chcę żyć i dożyć starości – mówiła Consuelo. Dodała zarazem, że lekarze z którymi była umówiona na ostatni zastrzyk nie mają już co na nią czekać. – Pragnę żyć ponieważ Bóg upomniał się o mnie i wszedł w moje życie – wyznała. Przed nią kolejne bolesne operacje, ale, jak mówi, stawi im teraz czoło z nową nadzieją.

S. Alicja Rutkowska CHR dodane 11.09.2017 21:49 źródło: http://liturgia.wiara.pl/

Wręczenie świecy zapalonej od paschału pokazuje nam, że człowiek został oświecony przez Chrystusa i w Nim stał się światłem świata.

W historii zbawienia światło było symbolem Boga, wskazywało na Jego niewidzialną obecność. W Starym Testamencie Bóg często objawiał się narodowi izraelskiemu w słupie ognia. Świetlisty płomień uświadamiał Izraelitom bliską obecność
Boga, który ochraniał ich i prowadził, rozjaśniając drogę wśród ciemności. W Nowym Testamencie Chrystus wprost mówił o sobie, że jest Światłością świata (J 8, 12) i że przychodzi, aby ludzie nie pozostawali w ciemności (J 12, 46).
Jezus objawia się jako Światłość prawdziwa, gdy przywraca wzrok niewidomemu od urodzenia. Przeprowadza go wówczas stopniowo od ślepoty fizycznej do przyjęcia światła nadprzyrodzonego, światła Prawdy, którą jest On sam. Uzdrowiony człowiek już nie tylko widzi, ale poprzez wiarę rozpoznaje w Chrystusie Boga i oddaje Mu pokłon (por. J 9, 6-39). Dla nas cud taki dokonuje się w sakramencie chrztu, bo zostajemy oświeceni łaską wiary, która uzdalnia nas do życia w Bożym świetle, w mądrości Bożej.
Chrzest rozumiany jako „oświecenie” jest przejściem z ciemności grzechu do światła wiary. Dziś w liturgii chrzcielnej mamy konkretny symbol tego przejścia w postaci znaku światła. Jest to zapalona od paschału świeca, którą otrzymuje nowo ochrzczony. Obrzęd ten wyjaśnia duchową naturę chrztu i obrazuje to, co w ochrzczonym dokonało się niewidzialnie. Wręczenie świecy zapalonej od paschału pokazuje nam, że człowiek został oświecony przez Chrystusa i w Nim stał się światłem świata (Mt 5, 14). Powinien odtąd żyć w Jego świetle i świadczyć o Bogu wobec świata. Od chrztu więc mamy kierować się mądrością ewangeliczną. Wpatrzeni w Chrystusa ukrzyżowanego powinniśmy stać się gotowi tak jak On być wiernymi woli Ojca aż do śmierci. Ta mądrość, chrzcielne oświecenie czyni nas innymi wobec pogan, którzy krzyż Chrystusa mają za głupstwo, a Żydzi za zgorszenie (1 Kor 1, 23).
Płomień świecy chrzcielnej jest rozpalany od świecy paschalnej i przekazany przez celebransa rodzicom chrzestnym, co znaczy, że wiara potrzebuje wspólnoty wierzących. Nikt sam nie zapala sobie świecy, bo nie jest źródłem światła. Światło jest zapalane od paschału, który od Wigilii Paschalnej jest symbolem Chrystusa Zmartwychwstałego. Kapłan lub biskup podaje wtedy światło od paschału jednemu z rodziców chrzestnych, mówiąc: „Przyjmij światło Chrystusa”. Po poświęceniu paschału my wszyscy ochrzczeni przejmujemy światło, uświadamiając sobie, że już od chrztu żyje w nas Chrystus.
Sama świeca też jest wymownym znakiem. Tak jak płomień karmi się stapianym woskiem, tak płonący paschał symbolizuje miłość synowskiego oddania się Chrystusa – Ojcu, a przez to i nam. Świeca woskowa, która goreje i spala się, a jednocześnie daje światło, ma być również symbolem nas jako dzieci światłości, płonących Jezusowym światłem i świecących przykładem swego życia. Życia, które nie boi się wydania w ofierze. Bo mamy świecić spalając się na chwałę Bogu i z gorliwości o Kościół.
Tak żyjąc, przenosząc światło wiary wśród trudów codzienności i dzieląc się nim w ofiarnej służbie Bogu i ludziom, możemy nie bać się śmierci. Trzymając w ręce płonącą świecę – jak zapaloną lampę Oblubienicy czekającej na Pana – wejdziemy nie w ciemność, ale w światłość wiekuistą. To, co zaczęło się w chrzcie, posiada perspektywę wieczności.

Andrzej Macura dodane 09.09.2017 14:10 źródło: http://info.wiara.pl/

 Wykopać doły podziałów łatwo. Zasypać je i pozwolić się tym ranom zabliźnić...

Daleko z Polski do Kolumbii. To zupełnie inny świat. I nasze doświadczenia są chyba nieporównywalne. 50 lat wojny domowej, która zresztą rozpoczęła się w dekadę po poprzedniej, trwającej dziesięć, musiało wykopać między obywatelami tego kraju przepotężne doły. Zdawało by się, że to sytuacja bez wyjścia. Że konfrontacja musi trwać, dopóki jedni drugich nie wbiją w ziemię. Bo przecież przez te lata kraj ten widział oceany krzywd i zbrodni. I co?
W zeszłym roku główne ugrupowanie partyzanckie podpisało z władzami tego kraju porozumienie. W Hawanie zresztą. Między innymi po to by wesprzeć proces pokojowy przybył tam teraz papież Franciszek. I uczestniczył w wielkim nabożeństwie pojednania, a potem modlił się pod krzyżem upamiętniającym ofiary.... Uda się? Nie uda? W każdym razie Kolumbijczycy się starają. A Papież skierował do nich twarde, ale pełne nadziei słowa.
Trudno zaakceptować przemianę ludzi, którzy odwołali się do okrutnej przemocy, aby osiągnąć swoje cele, aby chronić nielegalne interesy i wzbogacić się lub złudnie uważają, że bronią życia swoich braci. Z pewnością wyzwaniem dla każdego z nas jest nabranie ufności, że ci ludzie, którzy wyrządzili cierpienia całym wspólnotom i całemu krajowi mogą podjąć jakieś kroki pozytywne. Jasne, że na tym wielkim polu, jakim jest Kolumbia, nadal jest miejsce dla chwastów... Uważajcie na owoce: troszczcie się o ziarno i nie traćcie pokoju z powodu chwastów. Siewca, kiedy widzi chwasty wschodzące pośrodku pszenicy, nie reaguje paniką. Znajduje sposób, aby Słowo wcieliło się w konkretnej sytuacji i wydało owoce nowego życia, chociaż pozornie wyglądają na niedoskonałe lub niepełne. Nawet jeśli dalej trwają konflikty, przemoc, albo uczucia zemsty, nie przeszkadzajmy, by sprawiedliwość i miłosierdzie spotkały się w uścisku, który zakłada historia cierpienia Kolumbii. Uleczmy ten ból i zaakceptujmy każdego człowieka, który dopuścił się przestępstw, uznaje je, żałuje i postanawia je naprawić, przyczyniając się do budowy nowego porządku, w którym jaśnieją sprawiedliwość i pokój.
Jak napisałem na początku Kolumbia to inny świat, a rachunki krzywd są tam bez porównania większe niż w Polsce ostatnich dziesięcioleci. Kiedy jednak z perspektywy Polski czytam te słowa Papieża trudno mi oprzeć się wrażeniu, że jest to też wezwanie skierowane do nas. Wielu z nas, przekonanych że bronią świętych racji, wykopuje w naszym społeczeństwie głębokie doły. Ale to droga donikąd. Jeśli przyniesie kiedyś pokój, to tylko cmentarny. Tak naprawdę nie ma przed nami innej, sensownej drogi, niż pojednanie. A tym, którzy uważają, że w naszych realiach to niemożliwe pozostaje dodać otuchy słowami Franciszka „troszczcie się o ziarno i nie traćcie pokoju z powodu chwastów”.
Tak, i my musimy przynajmniej nie przeszkadzać tym, którzy usiłują doprowadzić do tego by sprawiedliwość i miłosierdzie spotkały się w uścisku.


ks. Rafał Starkowicz dodane 10.09.2017 23:40 źródło: http://info.wiara.pl/


- Wielu ludzi chce tak, jak o. Pio przeżywać swoją wiarę. To dla nas, kapucynów, naprawdę wspaniałe - mówi o. Mateusz Magiera OFMCap.

Organizatorzy wydarzenia podkreślają, że wielu ludzi chce tak, jak o. Pio przeżywać swoją wiarę, być blisko Chrystusa ukrzyżowanego i razem z Nim dźwigać krzyż Zorganizowany przez kapucynów gdański kongres poświęcony życiu i duchowości św. o. Pio zgromadził w budynku szkoły muzycznej ponad 300 osób. - Zainteresowanie kongresem przerosło nasze najśmielsze oczekiwania. Trzeba pamiętać, że sporo wiernych przyjechało tylko na Mszę św. i zorganizowane w kościele św. Jakuba czuwanie - wyjaśnia o. Magiera, dyrektor biura prasowego wydarzenia.
- To na północy Polski pierwszy tego typu kongres poświęcony duchowości św. o. Pio. Znane jest czuwanie modlitewne w krakowskich Łagiewnikach, które gromadzi tysiące czcicieli o. Pio. Znane są także dni skupienia, które odbywają się w Tęczynie, oraz spotkania w Częstochowie. Północna Polska nie miała do tej pory takiej imprezy, która skupiałaby czcicieli o. Pio. Ten kongres został zorganizowany dla nich - mówi zakonnik.
Szczególnym zainteresowaniem uczestników cieszyły się wykłady włoskiego kapucyna o. Luciana Lottiego. - Zaprosiliśmy go jako specjalistę od o. Pio. A okazało się, że jest to prawdziwy świadek życia świętego. O. Pio nie tylko go ochrzcił, przygotował do I Komunii św. i dopuścił go do niej w wieku 6 lat, ale także był jego spowiednikiem. O. Luciano jako młody chłopak służył do Mszy św. odprawianych przez świętego. Co więcej, kiedy miał 13 lat, o. Pio pobłogosławił go, aby wstąpił do zakonu kapucynów - mówi o. Zdzisław Duma, gwardian i rektor kościoła św. Jakuba, główny organizator przedsięwzięcia. - Muszę przyznać, że nawet dla mnie było to ogromne zaskoczenie. Nie znaliśmy życia naszego współbrata. Nie wiedzieliśmy tego, że z o. Pio bardzo mocno związana była rodzina o. Lottiego - dodaje o. Z. Duma.

Jako kapucyni dzielimy się z wiernymi tym, co mamy najlepszego, czyli naszą duchowością franciszkańską. O. Pio wspaniale zrealizował ją w swoim życiu - podkreśla o. Mateusz Magiera OFMCap O. Lotti opowiedział zgromadzonym o historii swojej rodziny. Jego mama mieszkała pod Turynem, ojciec - niedaleko Bolonii. Pewnego dnia - nie znając się - oboje przybyli do o. Pio i usiedli obok siebie w kościelnej ławce. Jakież było ich zdumienie, gdy przechodzący obok święty powiedział: "Wy jesteście narzeczeństwem". Młody chłopak wydusił z siebie tylko: "Ale jak ja powiem o tym mojej mamie?". O. Pio bez chwili wahania odparł: "Jak nie chcesz tego zrobić sam, zrobię to za ciebie". Tak też się stało. W ich małżeństwie na świat przyszło 9 dzieci. O. Luciano jest trzecim z kolei chłopcem, który narodził się z ich związku.
- To nie są opowieści z książek. O. Luciano to świadek, który mówi o tym, jaki o. Pio był na co dzień. Przytaczał nawet kawały, jakie o. Pio opowiadał ludziom. Kiedy czytamy o nim książki, wydaje się, że był on dość surowym zakonnikiem. Z opowieści naszego współbrata wyłania się jednak obraz niezwykle sympatycznego, ciepłego człowieka, do którego dzieci po prostu lgnęły. Muszę przyznać, że jest to dla mnie odkrycie - mówi o. Magiera.
- Był surowy dla siebie, ale oddany, otwarty i sympatyczny dla drugiego człowieka. A jednocześnie bezkompromisowo walczący z grzechem. Szedł na całość. Bez reszty poświęcał się spowiedzi, Mszy św., chorym. Kiedy budował Dom Ulgi w Cierpieniu, nie miał to być jakiś tam szpital, ale najlepszy, najnowocześniejszy i z najlepszą obsługą - dodaje o. Mateusz.
W spotkaniu uczestniczyły osoby w różnym wieku. Niektórzy przyjechali na kongres całymi rodzinami. Marzena i Bartłomiej Stawscy mieszkają w Gdańsku. Małżeństwem są od 18 lat. - Bardzo chciałem lepiej poznać duchowość i historię św. o. Pio. Dowiedziałem się tutaj naprawdę wielu rzeczy - mówi Bartłomiej. - Myślę, że postawa o. Pio, który łączył ewangeliczny radykalizm z miłością do człowieka, jest niezwykle ważna dla współczesnego, przenikniętego liberalizmem świata. Poza tym w o. Pio urzeka mnie jego prostota. To dla mnie największy jego charyzmat - wyznaje mężczyzna.
Jednym z kongresowych wydarzeń był koncert uczącej się w szkole muzycznej młodzieży. - Młodzi, wykorzystując swoje talenty, chcieli podziękować świętemu za dar jego życia. Wśród wykonawców była nasza 17-letnia córka Maria, która gra na wiolonczeli - dodaje B. Stawski.
Organizatorzy zapowiedzieli, że w przyszłym roku - dla uczczenia 100. rocznicy przyjęcia stygmatów i 50. rocznicy śmierci świętego - zorganizują dwa kolejne wydarzenia poświęcone duchowości św. o. Pio.

Bogdan Kędziora Niedziela 37/2017 dodane 11.09.2017 19:08 źródło: http://prasa.wiara.pl


W tym roku przypada 140. rocznica objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie – małej warmińskiej wsi, położonej między Olsztynem a Ostródą. Były to jedyne objawienia na ziemiach historycznie polskich, a do tego Matka Boża mówiła po polsku! Wśród osób widzących były dwie dziewczynki: Justyna Szafryńska (13 lat) i Barbara Samulowska (12 lat) oraz Katarzyna Wieczorkówna (23 lata) i wdowa Elżbieta Bilitewska (45 lat). Wszystkie te osoby pochodziły z niezamożnych polskich rodzin. Objawienia trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 r.
Był rok 1877. Warmia od ponad 100 lat znajdowała się w granicach Królestwa Prus. Jej mieszkańcy byli w większości katolikami, ale władze pruskie już od początku XIX wieku, popierając na tym terenie protestantów, wspierały budowę ewangelickich świątyń. Trwała właśnie kolejna faza bezwzględnej walki pruskiego zaborcy z polskością, związana z postacią „żelaznego kanclerza” Niemiec Ottona von Bismarcka. Tym razem główny impet wroga skierowano na Kościół katolicki, który był postrzegany przez zaborcę jako jeden z głównych filarów polskości. Od kilku lat trwał tzw. kulturkampf, którego celem było osłabienie przez protestanckie Prusy Kościoła katolickiego w Niemczech, w tym na ziemiach polskich, i zadanie w ten sposób śmiertelnego ciosu Polakom. Prusacy dążyli do całkowitego podporządkowania Kościoła na tym terenie państwu oraz stopniowego redukowania parafii katolickich przez zamykanie seminariów, likwidację klasztorów i prześladowania księży, którzy nie chcieli się podporządkować skrajnie represyjnemu prawu. Ledwie rok wcześniej więzienie opuścił arcybiskup gnieźnieński, prymas Polski Mieczysław Halka-Ledóchowski, internowany przez 3 lata z tego powodu, że powiedział „non possumus”, czyli sprzeciwił się w sposób otwarty polityce Bismarcka. I właśnie w takim momencie pojawiło się światło z nieba.


Światło nadziei w ciemności
27 czerwca niedaleko plebanii kościoła, z którego wracała wraz z matką, 13-letnia Justyna Szafryńska po dobrze zdanym egzaminie przed Pierwszą Komunią św., tuż po biciu kościelnych dzwonów na „Anioł Pański”, w czasie odmawiania modlitwy do Matki Bożej, zauważyła na klonie koło kościoła wielką jasność. Ksiądz proboszcz, który pojawił się w tym miejscu, kazał jej się zbliżyć i powiedzieć, co widzi. Justyna powiedziała, że widzi Piękną Panią, siedzącą na złotym tronie, wyszytym perłami, z Dzieciątkiem na ręku. Po kilku minutach widzenie znikło. To samo widzenie powtarzało się w następnych dniach. Z czasem grono widzących uległo powiększeniu.


„Żądam, abyście co dzień odmawiali Różaniec”
Najważniejszą częścią przesłania, które Matka Boża, mówiąca o sobie: „Jam jest Najświętsza Maryja Panna, Niepokalanie Poczęta”, przekazała w Gietrzwałdzie, była prośba o „codzienne”, czyli regularne i „gorliwe” odmawianie Różańca. Ważnym wątkiem w treści objawień było także orędzie do kapłanów, którzy byli wezwani do gorliwej posługi, do troski o lud Boży, ale także do dawania świadectwa swoim życiem. Matka Boża poleciła kapłanom „gorliwie modlić się do Najświętszej Panny, wtedy Ona zawsze będzie przy nich”. Zapytana o osierocone parafie, czy otrzymają wkrótce kapłanów, miała odpowiedzieć: „Tak, otrzymają, ale wierni muszą się gorliwie modlić w ich intencji”. Matka Boża zapewniła też, że „Kościół nie będzie prześladowany, a kapłani wrócą do opuszczonych parafii”. Podkreślała znaczenie Mszy św. – jest ona „ważniejsza od Różańca” i nie powinno się jej niczym zastępować. Kolejny wątek przesłania to zwrócenie uwagi na przywary, wady i grzechy narodu: nieczystość, rozwiązłość, pijaństwo, za które Matka Boża grozi karami. Maryja zażądała także, by pod miejscem objawień została zbudowana kaplica z Jej figurą jako Niepokalanie Poczętej, „a u stop jej ma być kładzione płótno ku uzdrowieniu chorych”. Matka Boża zapowiedziała ponadto, że pobłogosławi źródełko w pobliżu kościoła, co dokonało się według widzących 8 września – w dniu uroczystości Narodzenia Najświętszej Maryi Panny – w obecności 50 tys. pielgrzymów.
Wieść o cudownych objawieniach rozchodziła się szybko po polskich ziemiach. Do Gietrzwałdu zaczęli przybywać pielgrzymi ze wszystkich zaborów. W okresie objawień do „polskiego Lourdes”, bo tak nazywano od tego czasu to miejsce, przybyło 300 tys. pielgrzymów. W następnym roku liczba pielgrzymów dochodziła do 70 tys.


Tam zapowiedziała stały swój pobyt
O tym, jak współcześni Polacy widzieli i przeżywali te wydarzenia, świadczą refleksje bł. o. Honorata Koźmińskiego. Porównywał on Gietrzwałd do Nazaretu czy Betlejem – małych, nieznanych światu miejsc, w których dokonały się wielkie tajemnice wiary. Tak jak dla chrześcijan miejsca te są święte, tak „miejsce to stało się dla każdego Polaka czcigodnym i świętym”, a ta „mała wioseczka” odtąd będzie droższa nad „wszystkie stolice wszystkich dzielnic Polski”, gdyż tam Maryja „zapowiedziała stały swój pobyt i jakby założyła stolicę swoją”. Miejsce objawień nie było dla o. Honorata przypadkowe, gdyż zabór pruski był „na pierwszym planie ułożonego ucisku i tam on się najbardziej srożył”. Stąd ta chwila jest „sposobniejsza dla nawiedzenia tego ludu przez Niebieską jego Matkę. Kiedyż zasługiwał on bardziej na tę pociechę, jeżeli nie teraz, gdy taki bohaterski wysiłek dla okazywania swej wierności czyni?”. Matka Boża miała wybrać tę małą wspólnotę z powodu „żywej” i „prostej wiary” tego ludu i „serdecznego nabożeństwa” do Przenajświętszej Matki, odprawianego w ramach istniejącego tam koła Żywego Różańca.
Nawiązując do polityki prześladowania katolicyzmu na ziemiach zaboru pruskiego widzianej przez niego w kategoriach kary za grzechy, o. Koźmiński pisał: „Ale jakie szczęśliwe jest dziecię, gdy po takiej chłoście ujrzy znowu swą matkę z rozpromienioną twarzą i wyciągniętymi rękami. O jak ona pożądana dla niego, jak stokroć droższa niż wprzódy – już ono teraz pewne, że kara skończona (...)”.
O. Honorat przypomniał, że objawienia miały miejsce w czerwcu, czyli wkrótce po zakończeniu nabożeństwa majowego, które „od tylu lat w całej Polsce, a zatem i Gietrzwałdzie się odprawia, a które jest jakby zebraniem się wszystkich dzieci Maryi u stóp Jej macierzyńskich, jest jakby natarczywym błaganiem tej wspólnej Matki, aby ratowała je w ich potrzebach”. I stwierdził, że odpowiedzią Niebieskiej Matki na te wszystkie prośby, na „te nawiedzenia całomiesięczne, które od tylu lat tutaj i w całej Polsce się czynią”, jest Jej paromiesięczne nawiedzenie.


Woła do ciebie twoja Ukochana i Miłościwa Matka
Bł. o. Honorat był przekonany, że to, co się stało w Gietrzwałdzie, to szczególny znak dla Polaków. Potwierdzać to miały słowa samego papieża Piusa IX, który porównując to wydarzenie do biblijnego nawiedzenia, miał powiedzieć: „A więc teraz Polska powinna wykrzykiwać z Elżbietą świętą: «Skądże mi to, że Matka Pana mojego przyszła do mnie»”. O. Koźmiński rozwinął ten wątek, mówiąc: „Skąd nam to, iż Matka Pana naszego nawiedza nas. Skąd to nam, najmłodszemu z ludów chrześcijańskich w Europie, że tak wielka i niesłychana łaska udzielona nam zostaje, iż Królowa Nieba i Ziemi przychodzi do nas, i to do ostatniego zakątka tej ziemi, o którym już nieledwie zapomnieliśmy sami, i ojczystą naszą mową przemawia do nas, gdzie ta mowa już prawie ustaje?”. Jeżeli „wszystkie Jej słowa weźmiemy do serca i przynależny im rozgłos nadamy”, to nastąpi przebudzenie. Tak o tym mówił z entuzjazmem: „Ocknij się, ziemio polska, dolino łez i cierpień, kraju pokuty i doświadczeń – starodawne Królestwo Przenajświętszej Matki Zbawiciela – a oglądaj te cuda, które Ona, miłosierna twoja Królowa (...) na krańcach dawnych granic twoich ku twej pociesze okazała. Obudź się, ludu lechicki, bogobojny i religijny, narodzie rdzennie katolicki. (...) Dlaczego leżysz tak długo snem zmorzony, kiedy woła do Ciebie twoja Ukochana i Miłościwa Matka, wskazując ci nowe posłannictwo twoje?”.
Odwołując się do wielkiej idei narodu polskiego jako przedmurza chrześcijaństwa, o. Honorat napisał: „Byłeś niegdyś dzielnym zapaśnikiem i bohaterskim rycerzem, dziś musisz być pokutnikiem wielkim; byłeś niegdyś przedmurzem chrześcijaństwa, o które na próżno szczerbiły się miecze pogańskie – dziś masz być przedmurzem jego duchowym, o które ma się odbić zarówno prześladowanie otwartych nieprzyjaciół Kościoła, jak i obojętność i niedowiarstwo, i zwątpienie oziębłych i niewiernych synów Jego”, a „oto jedyna Orędowniczka twoja (...) staje znowu na czele przed tobą i podaje ci inny oręż, duchowy, którym nie tylko widzialne, ale i niewidzialne potęgi pokonać możesz”.


Gietrzwałd – polskie Lourdes
Tym orężem miał być, zgodnie z życzeniami Matki Bożej, Różaniec. O. Honorat, wręcz zażenowany tym, „jak mało od nas Królowa nasza żąda”, wyjaśnia, dlaczego właśnie Różaniec: „... bowiem jest to rodzaj modlitwy przez Nią samą obmyślony, św. Dominikowi zalecony i ze wszystkich najmilszy. (...) w niej wspomina się wszystko to, co jest dla Jej Niepokalanego Serca najdroższe, rozmyśla się wszystkie tajemnice Jej życia, przypomina się Jej to wszystko, co Jej Serce napełnia najwyższą wdzięcznością dla Boga, a zarazem najgorętszą miłością do ludzi (...). Jest to nabożeństwo złożone z tej modlitwy, którą sam Bóg ułożył, i z tego pozdrowienia, którym archanioł Gabriel w imieniu Trójcy Przenajświętszej Ją pozdrowił”. Różaniec jest wreszcie „środkiem na wszystko skutecznym”, to „zwycięski oręż”, którego „Przenajświętsza Panna (...) dobywać nam każe (...). Wydaje się, że wzywając nas do Różańca, wzywa do zwycięstwa nad nieprzyjacielem dusz naszych, jakby nas pobudzała sama do tego, abyśmy Jej ratunku wzywali, i tym sposobem dopełnili to, co nie dostaje do tego, aby Ona nas mogła ratować, jak tego pragnie (...). Czyż to nie powinno być dla nas zapowiedzią pewnego triumfu? (...) Myśmy stracili ufność w skuteczność tej modlitwy, a jednak w niej jedyna nasza nadzieja”.
O Gietrzwałdzie mówi się często jako o „polskim Lourdes”. Wynika to przede wszystkim z bliskości chronologicznej objawień w obydwu miejscach, ale także z faktu, na który zwrócił uwagę o. Honorat, że łączy te miejsca nie tylko sposób objawień, ale także ich przesłanie, przez które „Matka Boża jakby przeszła całą katolicką Europę, ratując słabnącą wiarę, napominając i pocieszając, i rozbudzając nowe życie i zapał religijny”.

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00