Czytelnia

Andrzej Prugar OFMConv źródło: https://www.katolik.pl

Kto to jest? O kim mówi? Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: Panie, kto to jest? Jezus odparł: To ten, dla którego umaczam kawałek /chleba/, i podam mu Umoczywszy więc kawałek /chleba/, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty A po spożyciu kawałka /chleba/ wszedł w niego szatan. Jezus zaś rzekł do niego: Co chcesz czynić, czyń prędzej. Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: Zakup, czego nam potrzeba na święto, albo żeby dał coś ubogim. A on po spożyciu kawałka /chleba/ zaraz wyszedł. A była noc. Po jego wyjściu rzekł Jezus: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Rzekł do Niego Szymon Piotr: Panie, dokąd idziesz? Odpowiedział mu Jezus: Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz. Powiedział Mu Piotr: Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? życie moje oddam za Ciebie. Odpowiedział Jezus: życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz.

(J 13, 24-38)

Cała misja Jezusa

Wielki Tydzień, ponieważ tydzień ostatni, przed ukrzyżowaniem i śmiercią Jezusa na ziemi. We wtorek Kościół święty pokazuje najpierw całą misję Jezusa, poprzez pryzmat powołania i życia sługi Boga, które zostało objawione na wiele wieków przed narodzeniem Chrystusa. Z powołania sługi Pana zwróćmy uwagę na jeden obraz – w jaki sposób jest opisany dar Jego wymowy i do czego ma służyć: „Ostrym mieczem uczynił me usta…ukształtował mnie od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba... ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi. ” (Iz 49,2-6). Bóg daje mu odpowiedni dar do misji. Ale pierwsze skojarzenie może być nieprawdziwe. Nie chodzi o uderzenie mieczem po istniejących ustach, bo ich jeszcze nie ma, ale o stworzenie ust mieczem: „usta z miecza”, „ustami - miecz”. To usta otrzymują kształt i siłę miecza, ostrego narzędzia do bardzo poważnego zadania: podźwignięcia Izraela, ale i o wiele poważniejszej misji – dotarcia jako Światłość do ludzi na krańcach świata – czyli do wszystkich.

Słowa Jezusa to Światłość, wyrazistość, siła, która ocalić może każdego. Taki objawia się Pan Jezus w ostatniej księdze Pisma Świętego jako skuteczny kaznodzieja, misjonarz, który wzywa do nawrócenia swoich wybranych, bliskich, chodzi np. o anioła Kościoła w Pergamonie, czyli biskupa, stojącego na czele wspólnoty Kościoła. Jezus mówi: „Aniołowi Kościoła w Pergamonie napisz: To mówi Ten, który ma miecz obosieczny, ostry… trzymasz się mego imienia i wiary mojej się nie zaparłeś… ale mam nieco przeciw tobie… nawróć się… jeśli zaś nie - przyjdę do ciebie niebawem i będę z nimi walczył mieczem moich ust” (Ap 2,12-16). To są słowa do wybranych, ale te usta z wyrazistą, jednoznaczna mową, a nawet samo ich tchnienie ostatecznie pokona nawet najbardziej bezbożnych: „Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego” (Iz 11,4).

Nic nie zatrzyma Światłości

W ustach Jezusa Chrystusa jest światło i ocalenie, a w naszych? Jezus mówi, że nasze usta zdradzają: „Jeden z Was mnie zdradzi…” (J 13,21) i rzeczywiście dzieje się to: Judasz słuchając Światłości dał się ogarnąć ciemności. Jezus mówi, że usta nasze mówią za dużo i zbyt wiele obiecują. Piotr mówi: „dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? życie moje oddam za Ciebie. Odpowiedział Jezus: życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz” (J 13,37-38).

Ani zdrada, ani obietnice nie zniekształcą i nie zatrzymają Światłości w drodze na najdalszy kraniec świata i w drodze na dno naszego serca. Tam jest tak wiele myśli zdradliwych. „Produkujemy” piękne słowa obietnic, z których łatwo się wycofujemy. Lepiej dla nas w te dni jest patrzeć niż mówić. Patrzeć na drogę, którą przechodzi Pan w wielkiej wierności i pokorze, a jeśli już mamy mówić to słowa, które opisują Jego niezachwiane kroki:

„Moje usta będą głosiły Twoją sprawiedliwość
i przez cały dzień Twoją pomoc,
bo nawet nie znam jej miary.
Boże, Ty mnie uczyłeś od mojej młodości
i do tej chwili głoszę Twoje cuda” (z Ps 71).

Kto to jest? O kim mówi?

Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: Panie, kto to jest? Jezus odparł: To ten, dla którego umaczam kawałek /chleba/, i podam mu Umoczywszy więc kawałek /chleba/, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty A po spożyciu kawałka /chleba/ wszedł w niego szatan. Jezus zaś rzekł do niego: Co chcesz czynić, czyń prędzej. Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: Zakup, czego nam potrzeba na święto, albo żeby dał coś ubogim. A on po spożyciu kawałka /chleba/ zaraz wyszedł. A była noc. Po jego wyjściu rzekł Jezus: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Rzekł do Niego Szymon Piotr: Panie, dokąd idziesz? Odpowiedział mu Jezus: Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz. Powiedział Mu Piotr: Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? życie moje oddam za Ciebie. Odpowiedział Jezus: życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz.

Andrzej Prugar OFMConv
profeto.pl | 26 marca 2013

 

Hosanna i co dalej? Ludzie, którzy zapominają o Bogu

Cezary Jenta OP 14.04.2019 15:00 źródło: https://www.deon.pl/

Spotkałem wielu ludzi, których wiara była kiedyś bardzo żarliwa, a którzy stali się letni. Niektórzy z nich doświadczyli nawet jakichś nadzwyczajnych łask. Przeżyli coś, co upewniło ich, że Bóg pisze historię ich życia. Doświadczając cudu, jakiejś wyjątkowej łaski, bezpośredniego działania Boga, obiecywali sobie i Bogu, że ich wiara pozostanie mocna i niezmienna.

Ich zapowiedzi były naprawdę szczere tak jak namacalne było doświadczenie Boga, jakie przeżyli. Jednak z czasem stali się obojętni i niewierzący. Nie tylko utracili silne przekonanie, że Bóg istnieje, ale nawet nie byli już pewni, czy to, co przeżyli, zdarzyło się naprawdę. Takimi byli niektórzy moi przyjaciele z młodości, osoby z duszpasterstw, w których jako ksiądz posługiwałem, czy księża, których znałem, a którzy porzucili kapłaństwo.

Nie rzucim wiary?
Jesteśmy niestali, zmienni, niecierpliwi, łatwo się zniechęcamy, zapominamy o tym, co w naszym życiu najbardziej wartościowe, jesteśmy niekonsekwentni, nudzi nas codzienność, chcielibyśmy, żeby w życiu działo się ciągle coś, co będzie nas zaskakiwać i przełamywać nudę i zwyczajność naszej egzystencji. Dzieje się tak dlatego, że nie potrafimy dostrzegać w naszym życiu Bożej bliskości, nie widzimy Jego działania, tracimy pamięć o wydarzeniach, w których działania Boga były tak wyraźne jak wiele z Jego interwencji opisanych w Biblii.
Przedstawiony przeze mnie opis wcale nie jest przerysowany. Tacy po prostu jesteśmy. Każdy z nas może podać fakty ze swojego życia, które pasują do tego obrazu. Przekonuje nas o tym również dzisiejsza Ewangelia o uroczystym wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy. Ludzie, którzy witają Jezusa jak króla, którzy z radością krzyczą "hosanna", za parę dni będą domagać się śmierci Jezusa i będą krzyczeć do Piłata "Ukrzyżuj Go!". W Niedzielę Palmową otacza Jezusa ogromny, zafascynowany Nim tłum.

A miało być tak pięknie…
W Wielki Piątek na Golgocie będzie zaledwie parę osób. Im bliżej Golgoty, tym szybciej topnieje tłum zwolenników Jezusa i więcej jest tych, którzy od Niego odchodzą. Do Golgoty wytrwali ci, którzy kochali najbardziej. Ludzie zapomnieli nauk Jezusa, w których wyjaśniał, na czym polega Jego posłannictwo. Nie ma wokół Jezusa nawet tych, którzy doświadczyli czy widzieli Jego cuda. Zawiedli ślepi, trędowaci, chromi, których uzdrowił. Każda z tych osób przeoczyła najważniejszą chwilę w swoim życiu. Stało się tak dlatego, że każda z nich miała inne oczekiwania wobec Jezusa, inne wyobrażenie tego, jak powinien działać i kim powinien się okazać. Na bezdroża prowadziły tych ludzi ich wizje, marzenia, plany. Mieli wszystko, żeby Jezusa zrozumieć, ale wzięła w nich góra niestałość, niecierpliwość, pycha, nie byli dostatecznie czujni. Chcieli kogoś innego niż Jezus i czegoś innego niż On chciał im dać.

Zrobić coś wielkiego
Anegdota mówi, że przyszedł kiedyś do Antoniego Słonimskiego młody człowiek, który zapytał się pisarza: Mistrzu chciałbym zrobić coś wielkiego i czystego. Co mam robić? Słonimski odpowiedział: Umyj pan słonia!
Genialna odpowiedź dla kogoś, kto ciągle żyje marzeniami, nie widząc, że prawdziwe życie przecieka mu przez palce. W marzeniach ratujemy świat, wynajdujemy lekarstwa na nieuleczalne choroby, dokonujemy przełomów politycznych, jednamy zwaśnione narody, w jedynie prawdziwy sposób wyjaśniamy tym, którzy wierzą inaczej, na czym polega istota chrześcijaństwa. Zajmujemy się w naszej wyobraźni wieloma sprawami, które odciągają naszą uwagę od realnych szans zmieniania samych siebie i tego, na co wokół nas naprawdę możemy mieć wpływ. Ten pełen niecierpliwości i niestałości świat naszych oczekiwań i wizji odciąga naszą uwagę od szans czynienia dobra, które przechodzą koło nas niczym słonie…

Jak umyć słonia? Kawałek po kawałku…
Sensowne życie nie polega na "myciu słoni", ale na odpowiedzialnym przeżywaniu tego, co tu i teraz. Iluzje i fantazje, którym możemy ulegać, sprawiają, że ciągle czujemy się nie na swoim miejscu. Pomimo upływających lat czekamy na jakąś wyjątkową okazję, która sprawiłaby, że ocenilibyśmy nasze życie jako cenne. Odchodzący od Jezusa ludzie, ocenili życie Jezusa jako bezsensowne i zmarnowane. A było to najbardziej sensowne i piękne życie w historii świata.
W naszym życiu, tak jak w życiu odchodzących od Jezusa ludzi, nie wszystko musi układać się tak, jak byśmy chcieli. I nie jest to wcale złe. W prawdziwym życiu są trudności i zmagania. Zdarzają się w nim cierpienie i porażki. Na tej drodze potrzebna jest stałość i cierpliwość, bez których trudno wyobrazić sobie jakikolwiek duchowy wzrost. Przekonanie, że trzeba coś zmienić, żebyśmy byli szczęśliwi i spełnieni, często prowadzi do kłopotów, a nie do spodziewanego szczęścia.
Przekonanie, że zmiana jest lekarstwem na poczucie niespełnienia, może być złudzeniem komplikującym nasze życie. To nasze życie częściej staje się lepsze nie dlatego, że dokonujemy w nim kolejnych zmian, ale dlatego że jesteśmy konsekwentni i wytrwali. Zmiany są potrzebne, kiedy tkwimy w złu, z którego trzeba się wyzwolić albo kiedy pojawia się szansa na osiągnięcie większego dobra. Najczęściej jednak potrzebujemy w przeżywaniu naszego życia cierpliwości, stałości i konsekwencji.
Ojcowie Pustyni, wskazując na niebezpieczeństwa w rozwoju duchowym, dużo uwagi poświęcali acedii, czyli zniechęceniu. Podstawowym sposobem ochrony przed zniechęceniem jest wytrwałość. Dzięki niej nie pędzimy za naszymi iluzjami i chęciami, które stopniowo przejmują nad nami kontrolę i prowadzą nas na duchowe bezdroża. Acedia ("akēdĭa" to dosłownie ‘obojętność’ czy wręcz ‘brak troski’) sprawia, że nie dostrzegamy działania Boga w naszym życiu. Wytrwałość i cierpliwość stwarzają szansę zrozumienia, że nasze życie jest w ręku Boga i że jest w nim dostatecznie dużo okazji, żeby ukształtować je w sposób piękny i mądry. Kuszonym do zniechęcenia ojcowie pustyni doradzali nie zmianę, ale zwyczajne siedzenie w celi. Duchowy rozwój powoduje nie ciągła zmiana i podążanie za pojawiającymi się w nas nowymi pragnieniami, ale stałość, konsekwencja i cierpliwość w przeżywaniu tego, co nas spotyka.
"Ktoś mówił do abba Arseniusza: Dręczą mnie moje myśli i mówią mi, że nie jestem zdolny do postu ani do pracy, więc żebym przynajmniej poszedł opiekować się chorymi, bo i to także jest miłość. A starzec rozpoznał podszepty diabła i tak odpowiedział: Wracaj i jedz, pij, śpij, żadnej pracy nie wykonuj - tylko się z celi nie oddalaj. Bo wiedział, że to wytrwanie w celi doprowadza mnicha do doskonałości".

 

Andrzej Macura dodane 14.04.2019 13:50 źródło: https://info.wiara.pl/

Dziś Niedziela Palmowa. Albo – Niedziela Męki Pańskiej. Światowy Dzień Młodzieży i początek drogi Jezusa na krzyż.

Czekający nas tydzień to najważniejszy tydzień w ciągu roku. W liturgii Kościoła znaczy się. Przypomnienie drogi Jezusa – od triumfalnego wjazdu do Jerozolimy poprzez triumfalną śmierć (! – bo wytrwał w posłuszeństwie Ojcu do końca) aż po najbardziej triumfalne zmartwychwstanie. Mnóstwo ważnych treści. Mocne dla chrześcijan wezwanie, by na przekór modom tego świata chodzić tylko Chrystusową drogą. Kim na tej drodze jesteśmy?
Na wiszącej w moim domu ikonie wjazdu Jezusa do Jerozolimy widnieje bardzo ciekawy szczegół. Jest oczywiście Jezus na oślątku, są tłumy, jest ścinający z drzewa gałązki i ścielący płaszcze. I jest ktoś, kto karmi osiołka. Piękne, prawda?
Bądź osłem, na którym Jezus będzie mógł wjechać do ludzkich serc – usłyszałem kiedyś wezwanie. Tak, to służba. Ale, jak się zastanowić, to w sumie też wielki zaszczyt. I pewnie Jezus aż tak wielu „osłów” nie potrzebuje. Zawsze jednak można się jakoś przydać. Nawet jeśli to miałoby być tylko nakarmienie owego osiołka. Gest sympatyczny nawet wtedy, gdy osiołek specjalnie głodny nie jest.
Liturgia słowa dzisiejszej niedzieli jest przebogata. Sporo na ten temat napisałem, trochę powiedziałem, nie zamierzam prawić tutaj kazań. Uderzyło mnie jednak dziś Jezusowe wezwanie do służby. Gdy podczas Ostatniej Wieczerzy uczniowie spierają się, kto z nich jest większy On mówi do nich:
Królowie narodów panują nad nimi, a ich władcy przybierają miano dobroczyńców. Wy zaś nie tak macie postępować. Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa. Któż bowiem jest większy? Ten, kto siedzi za stołem, czy ten, kto służy? Czyż nie ten, kto siedzi za stołem? Otóż Ja jestem pośród was jako ten, kto służy.
Największy jak najmłodszy, przełożony jak sługa.... Komentarz zbyteczny, prawda? Ech, jaki inny byłby nasz świat, gdyby chrześcijanie podchodzili do tego na serio. Gdyby nie godności stawiali na pierwszym miejscu – w rodzinie, w układach zawodowych, w Kościele, w polityce – a autentyczną służbę. Gdyby gest dziecka karmiącego osła był tak samo ważny, jak strojenie się w szaty ważnych dworzan Króla. No cóż...

 

ak dodane 13.04.2019 21:57 źródło: https://opole.gosc.pl/

Lekcja z esejem ks. Józefa Tischnera. Pierwsze Dni Tischnerowskie w Opolu.

Wojciech Bonowicz prowadzi lekcję czytania tekstu ks. Józefa Tischnera z uczniami II LO w Opolu. 

- Dlaczego tak ważne jest, żeby do Tischnera wracać? Polska filozofia wydała w XX wieku kilka ważnych nazwisk, ale wśród nich nazwisko Tischnera jest jednym z ważniejszych. Był taki moment w historii, że był to może najczęściej na obce języki tłumaczony polski filozof. Mianowicie kiedy powstawała „Solidarność” ks. Tischner napisał taką książeczkę pt. „Etyka solidarności”. To była książka filozoficzna, ale opowiadająca o tym, co się właściwie działo w tamtym czasie w Polsce. Dlaczego ludzie zaczęli strajkować? Dlaczego powiedzieli władzy „nie”? To nie była książka polityczna, ale etyczna, która pokazywała podstawowe motywy, dla których ludzie – zbuntowawszy się najpierw przeciw ekonomicznym sprawom – z czasem wzięli odpowiedzialność za sprawy Polski w ogóle. W ostatnich dniach fragmenty rozdziału „Strajk” krążą w Internecie w kontekście strajku nauczycieli, a zwłaszcza takie zdanie Tischnera, które jest bardzo ważne zawsze i wszędzie, w każdym kontekście „Kiedy praca zaczyna się stawać pracą bez sensu, strajk jest jedyną czynnością pełną sensu”. I to jest ciekawe zdanie jak się nad nim namyśleć trochę - mówił Wojciech Bonowicz, biograf i opiekun archiwum ks. Józefa Tischnera podczas „Lekcji czytania” z uczniami II LO w Opolu podczas pierwszych Dni Tischnerowskich.
Dni – zorganizowane przez Miejską Bibliotekę Publiczną im. Jana Pawła II w Opolu - zakończyły się wczoraj wieczornym spotkaniem z tekstami ulubionych poetów ks. Tischnera. Pierwszy dzień (11 kwietnia) upłynął pod znakiem spotkania z ks. prof. Michałem Hellerem, wybitnym filozofem przyrody, teologiem, fizykiem zajmującym się relacją między wiarą a nauką, laureatem nazywanej katolickim Noblem nagrody Templetona.
Drugiego dnia Wojciech Bonowicz czytał wspólnie z opolskimi licealistami fragmenty esejów ks. Tischnera. Na wczesne (9 rano) spotkanie nad tekstem „Jak przerwać spiralę nienawiści” przyszło ponad 20 uczniów II LO (z powodu strajku mieli wolne, nie musieli przyjść w ramach obowiązków szkolnych).
- Aby poróżnić człowieka z człowiekiem, nie potrzeba wiele. Wystarczy wsunąć między nich krzywe zwierciadło. Odbita w takim zwierciadle twarz bliźniego jest wykrzywiona. Bliźni jest zawsze gorszy niż sobie wyobrażamy, jest zakłamany, podstępny, zły. Moja twarz także wygląda jak wykrzywiona. Ja widzę wykrzywioną twarz bliźniego, bliźni widzi moją wykrzywioną twarz. Wtedy jakiś cichy wewnętrzny głosik mówi nam „Prostujcie się”. I tak się zaczyna. Człowiek „prostuje” człowieka. Może nawet jest przekonany, że w ten sposób Bogu wyrządza przysługę. Ale wtedy właśnie, aby przerwać spiralę przemocy, rysuje się zadanie odejścia od zwierciadeł. Trzeba odwrócić się, odejść, rozbić wykrzywione lustra. Trzeba spojrzeć bezpośrednio i samemu stać się bezpośrednim – pisał w 1999 r. ciężko już chorujący ks. Józef Tischner. Zarówno prowadzący lekcję Wojciech Bonowicz jak i jego uczniowie zgadzali się przede wszystkim, że jednym z mechanizmów „krzywego lustra” jest generalizowanie sądów na temat grupy społecznej czy narodów na podstawie jednostkowych przypadków i propaganda poprzedzająca nienawistne podejście do innych.
Więcej o Dniach Tischnerowskich w Opolu w "Gościu Opolskim" nr 17/28 kwietnia.

,

Franciszek: Jezus zniszczył triumfalizm swoją męką

KAI | dodane 14.04.2019 11:50 źródło: https://papiez.wiara.pl/

Świąteczne owacje i okrutna zawziętość. Przejmujące wrażenie robi milczenie Jezusa w Jego męce. Przezwycięża też pokusę, by odpowiedzieć, by być „medialnym”. W chwilach ciemności i wielkiego ucisku trzeba milczeć, mieć odwagę milczenia.

Owacje wjazdu do Jerozolimy i upokorzenie Jezusa. Świąteczne wołanie i okrutna zawziętość. Ta podwójna tajemnica towarzyszy co roku rozpoczęciu Wielkiego Tygodnia, w dwóch wydarzeniach charakteryzujących tę uroczystość: procesji z gałązkami palmowymi i oliwnymi na początku, a następnie w uroczystym odczytaniu opisu Męki Pańskiej.
Dajmy się wciągnąć w tę akcję ożywioną przez Ducha Świętego, aby otrzymać to, o co prosiliśmy w modlitwie: towarzyszyć z wiarą naszemu Zbawicielowi na Jego drodze i zawsze pamiętać o wspaniałej nauce Jego męki jako wzoru życia i zwycięstwa nad złym duchem.
Jezus pokazuje nam, jak stawić czoła chwilom trudnym i najbardziej podstępnym pokusom, zachowując w sercu pokój, który nie jest oderwaniem, nie jest obojętnością czy czymś nadludzkim, ale ufnym powierzeniem się Ojcu i Jego woli zbawienia, życia, miłosierdzia. Podczas całej swej misji doznawał On pokusy „wypełniania swego dzieła”, sam wybierając sposób i uwalniając się od posłuszeństwa Ojcu. Od samego początku, w zmaganiu czterdziestu dni na pustyni, aż do końca, w męce, Jezus odrzuca tę pokusę przez posłuszne zaufanie Ojcu.
Także dzisiaj, gdy wkracza do Jerozolimy, pokazuje nam drogę. Ponieważ w tym wydarzeniu zły, książę tego świata miał kartę przetargową: kartę triumfalizmu, a Pan odpowiedział, pozostając wierny swojej drodze, drodze pokory.
Triumfalizm próbuje przybliżyć cel za pomocą skrótów, fałszywych kompromisów. Dąży do wskoczenia na rydwan zwycięzcy. Triumfalizm żyje gestami i słowami, które nie przeszły jednak przez tygiel krzyża; karmi się konfrontacją z innymi, uznając ich zawsze za gorszych, błądzących, nieudaczników ... Subtelną formą triumfalizmu jest światowość duchowa, która jest największym zagrożeniem, najbardziej przewrotną pokusą, zagrażającą Kościołowi (De Lubac). Jezus zniszczył triumfalizm swoją męką.
Pan naprawdę dzielił radość i cieszył się z ludźmi, z młodymi, którzy wykrzykiwali Jego imię, obwołując Go Królem i Mesjaszem. Jego serce radowało się na widok entuzjazmu i święta ubogich Izraela. Do tego stopnia, że faryzeuszom, którzy prosili Go, aby zganił swoich uczniów za ich skandaliczne owacje, odpowiedział: „Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19,40). Pokora nie oznacza zaprzeczania rzeczywistości, a Jezus jest naprawdę Mesjaszem, Królem.
Ale jednocześnie serce Chrystusa jest na innej drodze, na drodze świętej, którą znają tylko On i Ojciec: prowadzącej od „natury Boga” do „natury sługi”, na drodze upokorzenia w posłuszeństwie „aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej” (Flp 2, 6-8). Wie, że aby osiągnąć prawdziwy triumf, musi uczynić miejsce dla Boga; i jest tylko jeden sposób, by zrobić miejsce Bogu: odarcie, ogołocenie się. Milczenie, modlitwa, uniżenie się. Z krzyżem, bracia i siostry, nie można dyskutować: albo się go przyjmuje, albo się go odrzuca. A ze swym upokorzeniem Jezus chciał otworzyć nam drogę wiary i nas na niej poprzedzić.
Za Nim jako pierwsza podążała tą drogą Jego Matka, Maryja, pierwsza uczennica. Dziewica i święci musieli cierpieć, aby podążać w wierze i woli Bożej. W obliczu trudnych i bolesnych wydarzeń życiowych odpowiedź wiary kosztuje „swoisty trud serca” (por. św. Jan Paweł II, enc. Redemptoris Mater, 17). Jest to noc wiary. Ale jedynie z tej nocy wschodzi świt zmartwychwstania. U stóp krzyża Maryja przemyślała na nowo słowa, którymi Anioł zapowiedział jej Syna: „Będzie On wielki [...] Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca” (Łk 1, 32-33). Maryja na Golgocie stoi w obliczu całkowitego zaprzeczenia tej obietnicy: jej Syn umiera na krzyżu jak złoczyńca. W ten sposób triumfalizm, zniszczony upokorzeniem Jezusa, został również zniszczony w sercu Matki; oboje umieli milczeć.
Poprzedzani przez Maryję niezliczeni święci i święte szli za Jezusem drogą pokory i drogą posłuszeństwa. Dzisiaj, w Światowy Dzień Młodzieży, pragnę przypomnieć wielu młodych świętych, zwłaszcza tych „z sąsiedztwa”, których zna tylko Bóg, a których czasami lubi On nam ukazywać z zaskoczenia. Drodzy młodzi, nie wstydźcie się okazywać swego entuzjazmu dla Jezusa, głośno wołać, że On żyje, że jest waszym życiem. Ale jednocześnie nie lękajcie się iść za Nim drogą krzyża. A kiedy poczujecie, że prosi was o wyrzeczenie się siebie, o pozbycie się swej pewności, o całkowite powierzenie się Ojcu, który jest w niebie, wówczas, drodzy młodzi, cieszcie się i radujcie! Jesteście na drodze Królestwa Bożego.
Świąteczne owacje i okrutna zawziętość. Przejmujące wrażenie robi milczenie Jezusa w Jego męce. Przezwycięża też pokusę, by odpowiedzieć, by być „medialnym”. W chwilach ciemności i wielkiego ucisku trzeba milczeć, mieć odwagę milczenia, pod warunkiem, aby było to milczenie łagodne, a nie gniewne. Łagodność milczenia sprawi, że będziemy jawić się jeszcze słabszymi, bardziej upokorzonymi, a wtedy diabeł, nabierając odwagi, wyjdzie z ukrycia. Trzeba będzie się mu oprzeć w milczeniu, „zachowując swoje stanowisko”, ale z taką samą postawą jak Jezus. On wie, że wojna toczy się między Bogiem a księciem tego świata i że chodzi nie o to, by przyłożyć rękę do miecza, ale o trwanie w spokoju, będąc mocnymi w wierze. Jest to godzina Boga. A w godzinie, w której Bóg zstępuje do bitwy, musimy pozwolić Mu działać. Nasze bezpieczne miejsce będzie pod płaszczem Najświętszej Matki Boga. Czekając na przyjście Pana, który uspokoi burzę (por. Mk 4,37-41), naszym milczącym świadectwem na modlitwie dawajmy samym sobie i innym „uzasadnienie tej nadziei, która jest w nas”(1 P 3, 15). Pomoże to nam żyć w świętym napięciu między pamięcią obietnic, rzeczywistością zaciekłości obecnej w krzyżu a nadzieją zmartwychwstania.

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00