Czytelnia

Aneta Liberacka 2017-11-10 źródło: https://stacja7.pl

Gdy dzieje się źle, zawsze jesteśmy razem. Chodzi o to, by być razem też wtedy, kiedy jest dobrze
Umiemy się tylko kłócić albo kochać, ale nie umiemy się różnić pięknie i mocno pisał Cyprian Kamil Norwid. Mówi się też o nas Polakach, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy różne zdania. Dlaczego my Chrześcijanie, czyli ludzie Chrystusa pozwalamy na to, że więcej nas dzieli niż łączy?
Sztandarowy hymn lat 80 głosił: na życie patrzysz bez emocji. Wtedy chodziło o to, że przestaliśmy już nawet mieć nadzieję. Piosenka mówi o tym, że wtedy chcieliśmy być “z daleka”, nie mieliśmy siły już niczym ryzykować, bo też nie widzieliśmy większego sensu podejmowania tego ryzyka. A jednak się udało. Dziś mamy wolność ale nie możemy też o sobie powiedzieć, że patrzymy bez emocji. Te emocje raczej rozgrzewane są do czerwoności. Zwłaszcza kiedy zaczynamy rozmawiać na tematy polityczne ale także i społeczne, gospodarcze czy nawet historyczne. Tak bardzo się różnimy i tak bardzo możemy to pokazywać. To dobrze. Jesteśmy wolni i nikt nie zabrania nam wyrażać własnego zdania.
Emocje z kolei są wielkie, ponieważ nam bardzo zależy. Zależy nam, bo sprawy, które dzieją się wokół nas, są dla nas ważne. Tyle lat marzyliśmy o wolności, więc teraz chcemy umieć z niej uczciwie korzystać.
Jako naród, który tyle przeszedł, mamy nieporównywalne i często niezrozumiałe przez inne narody ogromne poczucie wartości tej wolności. I to właśnie my stanowimy dla świata przykład jak heroiczna może być o nią walka, jak wielka jej świadomość i jak ogromny szacunek dla tej wymarzonej i odzyskanej wolności. To dziedzictwo zobowiązuje nas wyjątkowo do tego, byśmy umieli z niej korzystać. Stanowimy przecież jedno, nawet się kłócąc. Co więcej właśnie to świadczy o tym, że nie jesteśmy bezemocjonalnym tłumem, któremu na niczym nie zależy a przeciwnie, jesteśmy jak stare dobre małżeństwo, które przepełnione emocjami szuka swoich racji, ważne by jednak na koniec dnia wygrała miłość, która wszystko przetrzyma.
Najważniejsze, że jeśli chodzi o fundamenty, wszyscy jesteśmy tacy sami. W sprawach kluczowych, ostatecznych nie różnimy się w ogóle. Dawaliśmy temu wyraz, ilekroć wróg zjawiał się u naszych bram. Gdy dzieje się źle, zawsze jesteśmy razem. Chodzi tylko o to, by być razem też wtedy, kiedy jest dobrze.

Może rok poprzedzający jubileusz setnej rocznicy odzyskania Niepodległości, stanie się rokiem większego szacunku do tego co mamy i do siebie nawzajem. Bycie cząsteczką tego dumnego, pięknego i wykształconego Narodu, który wydał tylu wielkich ludzi, zasłużonych dla świata, zobowiązuje nas do tego, byśmy sami byli wielcy. Ponad podziałami. Byśmy dbali o siebie jako całość. Jedno.
Okazją do modlitwy o naszą jedność, będą liczne obchody z okazji 99 rocznicy, Msze Św., Nabożeństwa odprawiane w intencji naszej Ojczyzny i w naszej intencji jako jednego Narodu. Pięknie będzie znów poczuć siłę Biało – Czerwonej. Pięknie będzie znów przypomnieć sobie, że ten Biały Orzeł na amarantowym tle to godło nas wszystkich. To symbol naszych skrzydeł, które tyle razy podrywały się do lotu, by móc teraz lecieć zgodnie w jednym kierunku. Pięknie będzie wreszcie przypomnieć sobie to, co dla nas jako Narodu jest najważniejsze, czyli że przede wszystkim jesteśmy Ludźmi od Chrystusa. I to na pierwszym miejscu Jego mamy na swoich sztandarach a nade wszystko, mamy Go w swoich sercach.
Jeszcze duża takich Polaków ostało, co są piękni pisał w Weselu, Stanisław Wyspiański. Czy dziś napisałby, że piękni jesteśmy wszyscy? Warto mieć dobry cel.
Tak wiele nas łączy.
Zapraszam wszystkich do modlitwy za Ojczyznę!

 

ks. Krzysztof Grzywocz źródło: http://www.katolik.pl/

Poczekaj, aż skończę modlitwę

Pewien mężczyzna odmawiał modlitwę wieczorną. Podszedł do niego Pan Jezus i przyglądał mu się uważnie. „Może byśmy porozmawiali” - zaproponował. „Poczekaj, aż skończę modlitwę” - odpowiedział mężczyzna.

Historia brzmi być może humorystycznie, lecz kryje w sobie także ów dramat, który przenika życie wielu modlących się. Dlaczego moja modlitwa jest taka nużąca, dlaczego tak mało w niej pasji i zachwytu? Co zrobić, aby nie była tylko lękliwym obowiązkiem, który nie wystarczy, aby była źródłem siły, entuzjazmu i kreatywności? Co zrobić, aby - odmawiając modlitwę - nie odmówić spotkania?

Dramat odmawianych modlitw

Za dramatem odmawianych modlitw kryje się często kłopot z wiarą w Bożą obecność. Czy to możliwe, że Bóg tutaj, w moim świecie, mógłby się do mnie zwrócić? Może trzeba pojechać gdzieś daleko, na świętą górę Athos, do Fatimy albo na Jasną Górę? Czy Bóg nie wybiera szczególnych miejsc i odświętnego czasu, aby przemówić do ludzkości? A może potrzeba szczególnej ascezy, jak mozolnej tybetańskiej drogi, aby dotrzeć w rejony zamieszkiwane przez Boga i zadziwić Go swoją obecnością? Ale tutaj i teraz? Moja szara i nieprzygotowana codzienność: nieposprzątany pokój, chaotyczne myśli, niewyznane grzechy, włączony telewizor w sąsiednim pokoju, biegające dzieci. Teraz i tutaj? Gdzieś słyszałem o drzwiach, przy których On stoi i kołacze, ale pewnie należy rozumieć to symbolicznie i poetycko.

Kiedyś, pośród wydarzeń codziennego życia, kobieta przy studni usłyszała słowa: Daj Mi pić! (J 4, 7). Człowiek imieniem Zacheusz nawet się nie spostrzegł i siedział z Nim przy własnym stole (por. Lk 19, 1-10). Chrystus wszedł w zawikłany świat Piłata i rozmawiał z nim (por. J 18, 28 -J 19, 16). Rozpoznała Go Teresa z Lisieux i Faustyna Kowalska. Studentka polonistyki poznała Go na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Pełne są niebiosa i ziemia

Inkarnacyjna tendencja Ducha Świętego nie zakończyła się w dniu zwiastowania czy w betlejemską noc. To, co jest tak zadziwiające w wydarzeniu chrześcijaństwa, to doświadczenie niepojętej bliskości Boga: „Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej” (Sanctus).

Norwidowskie przekonanie „przez wszystko do mnie przemawiałeś Panie” pozostaje jednym ze śladów tego doświadczenia, które kształtuje tożsamość ludzi wiary.

Z drugiej jednak strony, człowiek nie może zagwarantować sobie prawa do bezbłędnego odczytywania Jego obecności. Nie ma klucza, dzięki któremu mógłby bezbłędnie powiedzieć: „Oto tu albo tam”. Już w XVI wieku przestrzegał św. Jan od Krzyża: „Toteż dziwię się wielce, że spotyka się jeszcze dzisiaj dusze nie posiadające za cztery grosze rozwagi, które posłyszawszy w chwilach skupienia jakieś słowa, uważają je wszystkie za słowa Boże. Twierdzą, że tak jest i mówią: «Bóg mi to powiedział», «Bóg mi dał taką odpowiedź». Najczęściej oczywiście nie są to słowa Boże, lecz ich własne odpowiedzi”.

To nie człowiek wyobraża i kreuje sobie obecność Boga pośrodku życia, lecz to On decyduje, kiedy i poprzez jaki „instrument” zagra człowiekowi swoją „pieśń nad pieśniami”. Czyni to „wielokrotnie i na różne sposoby”, ale to On wybrał Betlejem, to On przemówił do kobiety cudzołożnej i do Szawła, to On mówi poprzez kazanie wiejskiego proboszcza, Godzinki, popołudniowe nabożeństwo, uniesioną ponad twarzą księdza Hostię, umorusanego chłopca, cierpiącego przyjaciela.

Dlaczego „oczy tak często pozostają na uwięzi”?

Jeżeli prawdą jest, że Bóg jest tak blisko, że - tak zadziwiająco normalnie - obecny jest w naszym życiu, jak aniołowie na obrazach Jacka Malczewskiego, to dlaczego „oczy tak często pozostają na uwięzi”? W duchowości pierwszych wieków akcent zasadniczo nie był położony na szukanie woli Bożej czy „stopnie doskonałości”. Podkreślano nade wszystko „czystość serca”. św. Augustyn w jednym ze swoich kazań mówił: „Całe życie bracie polega na tym, aby oczyścić oczy serca, aby Boga oglądać mogły”. Człowiek patrzy na świat poprzez głębię swojej wierzącej prawości i wrażliwości. Tylko ta głębia rozpozna głębię.

Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? (Łk 24, 32). Zamknięcie strefy spostrzegania do zmysłów „zewnętrznych”, tego, co widać i słychać, jest okaleczeniem człowieka. To, co widzi, jest wtedy piekielnie nudne. ślepota serca jest najbardziej niebezpieczną chorobą człowieka.

W tradycji chrześcijańskiej pozostało przekonanie o istnieniu zmysłów duchowych, które pozwalają zauważyć głębszy, duchowy wymiar rzeczywistości. Pozostają one w istotnym związku z „czystością serca” i ukazują świat w jego prawdziwej postaci. Zmysły duchowe reaktywują się w człowieku przez spojrzenia w wierze. Jeżeli patrzę, słucham, dotykam, wierząc, że Bóg przez „wszystko może przemówić”, wtedy zmysły stają się bardziej duchowe i potwierdzają mądrą intuicję wiary. A gdy odbieramy świat przez zmysły duchowe, wtedy nasza wiara staje się bardziej cielesna - uwrażliwiona na realność i codzienną konkretność.

Droga do codziennej realności

Doświadczenie wiary nie musi wtedy uciekać poza banalność codzienności w daleki świat Boga, nie musi płacić za doświadczenie duchowe opuszczeniem nużącej realności swojego domu, pracy i kultury. Tu i teraz zadziwia niepojęte piękno, dobro i prawda. Można wtedy stać godzinami i wpatrywać się w kwiaty. Wydaje się, że wystarczy zapach kwitnącej akacji, aby przeżyć ten dzień. Jakie to wtedy oczywiste, że do wychowania syna o wiele bardziej konieczny jest długi spacer niż kupno komputera. Ileż piękna w ciszy, czułości, muzyce Mozarta, niedzielnej liturgii. To, o czym marzymy, za czym tęsknimy, jest tak blisko!

Wzrasta dzisiaj zainteresowanie światem mistyków - w ich życiu codzienność i Bóg pozostały nierozdzielone. W jednym ze swoich listów pisała św. Teresa z Ávila: „Niniejszym listem świadczę, jako dziś, w wigilię Oczyszczenia Pani naszej r. 1573, otrzymałam siedemdziesiąt i dwie sztuki kur; a iż tak jest, stwierdzam to własnoręcznym podpisem. Niechaj Pan nasz otacza was zawsze świętą opieką swoją i niech Boski Majestat Jego darzy was taką hojnością dóbr swoich, jaką mocną jest wam użyczyć, amen”.

Droga do codziennej realności prowadzi przez modlitwę. Jej brak otwiera bramy iluzji, która codzienność maluje w szarych barwach. Obiecuje kolorową rzeczywistość, piękną i nasycającą, której jedynym mankamentem jest to, że nie ma jej „tu i teraz”. Kto oddziela realność od modlitwy, traci je obie. Są one dwiema stronami tej samej rzeczywistości, podobnymi do dwóch ustawionych naprzeciw siebie luster - w każdym z nich, w niekończący się sposób, odbija się ich wzajemne piękno.

ks. Krzysztof Grzywocz

 

KAI | dodane 15.11.2017 11:15 źródło: http://papiez.wiara.pl/d

O Eucharystii jako najwspanialszej modlitwie mówił dziś papież podczas audiencji ogólnej. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 12 tys. wiernych.
Msza św., Eucharystia to czas uprzywilejowany, by przebywać z Jezusem, a przez Niego z Bogiem i z braćmi

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Kontynuujemy cykl katechez o Mszy św. Aby zrozumieć piękno Eucharystii pragnę zacząć od bardzo prostej sprawy: Msza św. jest modlitwą, co więcej jest modlitwą par excellence, najwspanialszą, najbardziej wzniosłą, a zarazem najbardziej „konkretną”. Jest to bowiem spotkanie miłości z Bogiem poprzez Jego Słowo oraz Ciało i Krew Jezusa.

Ale najpierw musimy odpowiedzieć na pewne pytanie. Czym jest naprawdę modlitwa? Jest to przede wszystkim dialog, osobista relacja z Bogiem, a człowiek został stworzony jako byt relacyjny, który znajduje swoje całkowite spełnienie wyłącznie w spotkaniu ze swoim Stwórcą. Droga życia prowadzi do spotkania z Panem.

Księga Rodzaju stwierdza, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, który jest Ojcem i Synem oraz Duchem Świętym, doskonałą relacją miłości, która jest jednością. Z tego możemy zrozumieć, że wszyscy zostaliśmy stworzeni, aby wejść w doskonały związek miłości, w nieustannym dawaniu siebie i przyjmowaniu siebie, aby w ten sposób znaleźć pełnię naszego istnienia.

Kiedy Mojżesz, podchodząc do płonącego krzewu usłyszał, że wzywa go Bóg, zapytał Go o Jego imię, On odpowiedział: „Jestem, który jestem” (Wj 3,14). To wyrażenie w swym pierwotnym znaczeniu wyraża obecność i łaskę, i rzeczywiście zaraz potem Bóg dodaje: „Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba” (w. 15). Zatem także Chrystus kiedy powołuje swoich uczniów, wzywa ich, aby byli z Nim. To jest zatem największa łaska: móc doświadczyć, że Msza św., Eucharystia to czas uprzywilejowany, by przebywać z Jezusem, a przez Niego z Bogiem i z braćmi.

Modlitwa, jak każdy prawdziwy dialog, jest także umiejętnością przebywania w milczeniu. W dialogu są obecne chwile milczenia. Milczenia razem z Jezusem. Kiedy idziemy na Mszę św., może przychodzimy pięć minut wcześniej, zaczynamy plotkować z osobą, która jest obok mnie. Ale to nie jest chwila na plotki. To czas na milczenie, aby przygotować się na dialog. Chwila skupienia się w naszym sercu, żeby przygotować się na spotkanie z Jezusem. Milczenie jest bardzo ważne. Pewnie pamiętacie, co powiedziałem przed tygodniem: nie idziemy na spektakl! Idziemy na spotkanie z Panem, a milczenie nas przygotowuje i nam towarzyszy. Przebywania w milczeniu razem z Jezusem. Z tajemniczego milczenia Boga wypływa Jego Słowo, które rozbrzmiewa w naszym sercu. Sam Jezus uczy nas, jak naprawdę można „przebywać” z Ojcem i ukazuje to swoją modlitwą. Ewangelie pokazują nam Jezusa, który chroni się w miejscach ustronnych, aby się modlić. Uczniowie, widząc tę intymną więź z Ojcem odczuwają pragnienie, aby mogli w niej uczestniczyć, i proszą Go: „Panie, naucz nas się modlić” (Łk 11,1). Słyszeliśmy to w czytaniu poprzedzającym katechezę, na początku audiencji. Jezus odpowiada, że pierwszą rzeczą niezbędną do modlitwy jest umiejętność powiedzenia „Ojcze”. Zwróćmy uwagę: jeśli nie potrafię powiedzieć Bogu „Ojcze”, to nie jestem zdolny do modlitwy. Tak prosto. Musimy zatem nauczyć się mówić do Boga „Ojcze”, to znaczy stawania w Jego obecności z synowską ufnością. Ale aby się nauczyć, musimy pokornie uznać, że potrzebujemy, aby nas nauczono i powiedzieć z prostotą: Panie, naucz mnie się modlić.

To jest pierwsza kwestia: bycie pokornymi, uznanie siebie za dzieci, spoczywać w Ojcu, ufać Mu. Aby wejść do królestwa niebieskiego, trzeba stać się maluczkim, jak dzieci. W tym sensie, że dzieci potrafią ufać wiedzą, że ktoś się o nie zatroszczy, o to co będą jedli, w co będą przyodziani i tak dalej (por. Mt 6, 25-32). Jest to pierwsza postawa: ufność i zażyłość, jak dziecko wobec rodziców; wiedzieć, że Bóg o tobie pamięta i troszczy się o ciebie.

Drugą predyspozycją, również właściwą dzieciom jest zdolność do zadziwienia. Dziecko zawsze zadaje tysiące pytań, ponieważ chce odkryć świat; i zadziwia się nawet małymi rzeczami, ponieważ dla niego wszystko jest nowe. Aby wejść do królestwa niebieskiego, trzeba być zdolnym do zadziwienia. Czy w naszej relacji z Panem na modlitwie potrafimy być zadziwieni? Czy też mówimy do Boga, jak papugi. Nie trzeba ufać, i otworzyć serce, żeby być zadziwionymi. Czy dajemy się zaskoczyć? Bo Bóg jest zawsze Bogiem niespodzianek. Spotkanie z Panem jest bowiem zawsze spotkaniem żywym, nie jest spotkaniem muzealnym. Jest spotkaniem żywym. A my idziemy na Mszę św. a nie do muzeum. Idziemy na żywe spotkanie z Panem.

W Ewangelii mowa jest o pewnym Nikodemie (J 3, 1-2), starszym człowieku, autorytecie w Izraelu, który idzie do Jezusa, aby Go poznać. A Pan mówi jemu o potrzebie „narodzenia się na nowo” (por. w. 3). Ale co to znaczy? Czy można „narodzić się na nowo”? Czy możliwy jest powrót do posiadania smaku, radości, zadziwienia życiem? Także w obliczu wielu tragedii. Jest to fundamentalne pytanie naszej wiary i pragnienie każdego prawdziwie wierzącego: pragnienie odrodzenia się, radość rozpoczynania na nowo. Czy mamy to pragnienie? Czy chęć zrodzenia się zawsze na nowo, aby spotkać się z Panem? Czy macie to pragnienie? Można je bowiem łatwo zatracić, ponieważ z powodu wielu działań, wielu projektów do zrealizowania, w końcu zostaje nam niewiele czasu i tracimy z pola widzenia to, co jest fundamentalne: nasze życie duchowe, nasze życie serca, nasze życie, które jest spotkaniem z Panem na modlitwie.

W istocie Pan nas zaskakuje, ukazując nam, że kocha nas również w naszych słabościach. „Jezus Chrystus [...] jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1J 2, 2). Ten dar, który jest źródłem prawdziwej pociechy, bo Pan nam zawsze przebacza, a to jest prawdziwym pocieszeniem. Jest to dar, który jest nam dany przez Eucharystię, tę ucztę weselną, na której Oblubieniec spotyka naszą słabość. Czy mogę powiedzieć, że kiedy przyjmuję Komunię św. podczas Mszy św. to Pan spotyka moją słabość? Tak, możemy tak powiedzieć, bo to jest prawdą, Pan spotyka naszą słabość, aby nas doprowadzić z powrotem do naszego pierwszego powołania: aby być na obraz i podobieństwo Boga. Tym jest środowisko Eucharystii, tym jest modlitwa. Dziękuję.

 

KAI | dodane 13.11.2017 11:28 źródło: http://info.wiara.pl/

Na katastrofalne skutki braku konsekwencji w życiu chrześcijańskim wskazał Ojciec Święty podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Nawiązując do dzisiejszej Ewangelii (Łk 17,1-6), w której Pan Jezus zapowiada nadejście zgorszeń i surowo potępia gorszycieli, Papież wskazał, iż mogą być nimi zarówno świeccy wyzyskiwacze innych osób jak i duchowni materialiści lub karierowicze.

Niekonsekwencja chrześcijan jest jedną z najprostszych broni diabła, w jego staraniu o osłabienie ludu Bożego i oddalenie go od Pana – stwierdził Franciszek.
Ojciec Święty cytując słowa Ewangelii: „Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą”, zauważył, iż Pan Jezus jednocześnie apeluje do uczniów: „Uważajcie na siebie”.
„Jest to przestroga wystosowana do wszystkich, zwłaszcza do tych którzy deklarują się jako chrześcijanie, a żyją jak poganie. A to powoduje zgorszenie ludu Bożego” – zauważył papież. Dodał, że niekonsekwencja chrześcijan jest jedną z najprostszych broni diabła, w jego staraniu by osłabić lud Boży i oddalić go od Pana - kiedy co innego mówimy, a co innego czynimy.
Franciszek zachęcił do zastanowienia się nad naszą konsekwencją życiową. Podał przykład przedsiębiorców, deklarujących się jako chrześcijanie, a nie wypłacających należnych zarobków swoim pracownikom, żeby sami wzbogacić się ich kosztem, lub duchownych, którzy nie troszczą się o powierzony im lud.
„Jezus nam mówi, że nie możemy dwóm panom służyć, Bogu i mamonie, a kiedy duszpasterz jest człowiekiem przywiązanym do pieniędzy, to gorszy. Ludzie się gorszą: duszpasterz, przywiązany do pieniędzy. Każdy duszpasterz musi postawić sobie pytanie: jak to jest z moją przyjaźnią dla pieniędzy? Lub duszpasterz, który stara się zrobić karierę, próżność popycha go do karierowiczostwa, zamiast starać się być łagodnym, pokornym, bo łagodność i pokora sprzyjają bliskości wobec ludzi. Albo duszpasterz, który czuje się panem i wszystkim rozkazuje, pyszny, a nie jest pasterzem sługą ludu Bożego” – powiedział Ojciec Święty.
Na zakończenie swej homilii papież zachęcił do dokonania rachunku sumienia i zastanowienia się nad konsekwentnym życiem wiarą, aby być bliżej Pana Jezusa.

 

Joanna Jureczko-Wilk dodane 26.10.2017 11:34 źródło: http://warszawa.gosc.pl/

Od czego zacząć? Po jakie wydanie sięgnąć? Czytać na wyrywki, czy "od deski do deski"? Co zrobić, gdy nie rozumiemy treści? Odpowiada wybitny biblista ks. prof. Waldemar Chrostowski.

- Pismo Święte jest podobne do szyby. Można widzieć samo szkło, ale kiedy człowiek bardziej się przyjrzy, zobaczy za nim drzewa, domy, ludzi… - mówił podczas spotkania z cyklu „Duchowość dla Warszawy” ks. Chrostowski, przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich, laureat Nagrody Ratzingera – zwanej teologicznym noblem, od lat zaangażowany w dialog katolicko-żydowski. Spotkanie 25 października zainaugurowało drugi rok wykładów i dyskusji na tematy z zakresu duchowości. Organizuje je Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie wraz z Centralną Biblioteka Rolniczą.

- Pismo Święte pozwoliło mi przetrwać bardzo trudne chwile – mówił o osobistym doświadczeniu ks. prof. Chrostowski, zachęcając do tego, by uczynić je towarzyszem swojego życia.
Zdaniem biblisty, zanim przystąpimy do regularnego sięgania po Pismo Święte, warto zaopatrzyć się w jego własny egzemplarz. Będzie to bowiem lektura bardzo osobista. Do wyboru mamy wydania: poznańskie - z obszernymi komentarzami; warszawsko-praskie – z bardzo dobrze przełożonym Nowym Testamentem; jerozolimskie – z komentarzami tłumaczonymi z języka francuskiego, paulistów – uwspółcześnione oraz oficjalną i najbardziej popularną Biblię Tysiąclecia, której od 1965 r. ukazało się pięć wydań i z której pochodzą czytania mszalne. Oprócz samego wydania, biblista radził zwrócić uwagę na odpowiednią czcionkę, by samo czytanie tekstu nie było męczące.
Najważniejsze jednak jest nastawienie, stan ducha otwierającego Księgę.

- Niektórzy lubią czytać książki kucharskie. Wyobrażają sobie co mogliby na ich podstawie przyrządzić, ale bardzo rzadko to realizują. Takie samo niebezpieczeństwo grozi nam przy lekturze Biblii – przestrzegał duchowny. – Powstała ona jako owoc wiary w Boga, a jej celem jest budowanie i umacnianie wiary.
Ks. Chrostowski radził, żeby przygodę z Pismem Świętym rozpocząć od mocnego postanowienia czytania regularnego, codziennego i nie opuszczenia żadnego wersetu nawet wówczas, gdy natrafimy na fragment Ewangelii, gdzie św. Mateusz wymienia imiona 42 przodków Jezusa, i gdy przyjdzie nam przeczytać kilka stron rodowodów w Pierwszej Księdze Kronik. Można zacząć od łatwiejszych tekstów Nowego Testamentu albo wybrać wersję trudniejszą: „od deski do deski”, co zajmuje około 4,5 roku.

- Nie polecam czytania na chybił trafił na zasadzie: co Pan Bóg ma mi do powiedzenia dzisiaj, w moim problemie, w moich wątpliwościach, trudnej sytuacji… Tego rodzaju lektura trąci magią, wymuszaniem na Bogu odpowiedzi tu i teraz. Bywa, że odpowiedź nadchodzi, ale nie możemy być pewni, że zawsze tak się dzieje – podkreślał mówca.
Żeby czytanie było owocne należy każdego dnia wygospodarować 10-15 minut, w samotności, ciszy, skupieniu. Zaczynamy je i kończymy znakiem krzyża świętego, bo jak przypomina ks. Chrostowski „chrześcijańska lektura Pisma Świętego od początku do końca jest Chrystologiczna”.

- W Starym Testamencie Jezus jest obecny jako obietnica, tęsknota, nadzieja,. Dlatego przy lekturze całego Pisma Świętego mamy przed oczami Chrystusa – podkreślał ks. Chrostowski, zaznaczając, że Księga nie ma charakteru hagiograficznego, nie obfituje wyłącznie w budujące przykłady, ale pokazuje jak nawet ze zła Bóg może wyprowadzić dobro.
Biblista zaleca, żeby codziennie przeczytać jeden nowy rozdział Pisma Świętego i raz jeszcze powrócić do rozdziału z dnia poprzedniego. Robić to w skupieniu, ale czytać na głos.

- Z lekturą Pisma Świętego jest jak z muzyką. Można mieć przed sobą nuty, ale to nie oddaje piękna brzmienia muzyki. Sam tekst może być w pewnym sensie martwy lub mówić nam bardzo mało. Ożyje, gdy go usłyszymy – zapewniał ks. Chrostowski. I dodał: - Nie skupiajmy się na tekście. Tak, jak w muzyce, zapis nutowy jest konieczny, ale nie można na na poprzestać. Za tekstem Pisma Świętego kryją się wydarzenia, osoby, a najważniejszą z nich jest Bóg, który objawił się w Swoim Synu Jezusie Chrystusie. Są też inni bohaterowie, często historyczni, o których mowa jest w księgach machabejskich, oraz bohaterowie symboliczni np. Hiob, z którym utożsamia się każdy, kto przeszedł przez cierpienie i zmagał się z jego tajemnicą.
A co zrobić, jeśli nie jesteśmy znawcami żydowskich obrzędów i zwyczajów, nie znamy historii ani topografii Ziemi Świętej i natrafiamy na fragmenty, których nie rozumiemy?

- Zupełnie się tym nie przejmować. Biblia, tak jak wiara czy miłość, nie jest po to, żeby ją rozumieć – mówił ks. Chrostowski. – Na jej lekturę przykładamy kalkę własnej tożsamości. Dlatego ten sam fragment inaczej odczytują ludzie młodzi, inaczej osoby z dużym doświadczeniem życiowym, inaczej kobiety, mężczyźni, osoby cierpiące, chore, znajdujące się u schyłku życia… Biblia wyrosła z pamięci o obecności i działaniu Boga w historii i kształtuje pamięć tych, którzy ją czytają i objaśniają. Kiedy się w nią wczytujemy, „przesiąka” do naszego wnętrza, zaczynamy myśleć biblijnie, mieć mentalność biblijną, ponieważ spotkanie ze Słowem Bożym jest również pracą charakterem.
Gościem kolejnego spotkania „Duchowości dla Warszawy” będzie 23 listopada ks. Jacek Stryczek, prezes Stowarzyszenia Wiosna, który mówić będzie o katolickim stosunku do pieniędzy. 18 grudnia będzie można przedwigilijnie posłuchać Ernesta Brylla i Marcina Stycznia.

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00